JESTEM KROWĄ…

Wróciłem do skanowania swoich diapozytywów krajobrazowych, które robiłem w latach 90. i na początku nowego wieku. Jednocześnie robiąc porządki w swoich fotograficznych różnościach natknąłem się na miesięcznik „Fotografia i aparaty cyfrowe” z wywiadem jaki udzieliłem…na początku 2006 roku. Minęło 10 lat a moje poglądy estetyczne i techniczne na fotografię krajobrazu, mimo lawinowego rozwoju aparatów cyfrowych po 2006 roku, a więc w pewnym sensie powstaniu nowej estetyki fotograficznej, pozostały te same. I na myśl przyszło mi powiedzenie, że tylko krowa nie zmienia poglądów. Więc jestem krową. Poniżej wywiad.

W096 W097

W098 W099

Oczywiście zostałem zmuszony do przejścia na cyfrę. Album „Polska Chopina” w 85 procentach składa się ze zdjęć wykonanych na cyfrowym Sony R1. Nie stać mnie wtedy (2008) było na cyfrowy aparat systemowy, a praca na mojej Bronice GS1 kosztowała by mnie o wiele więcej niż zainwestowanie 2500 zł na R1. Zresztą czasy się zmieniły i moje zarobki fotograficzne poszybowały w dół. Całe szczęście, że nie rozbiłem się jak samolot w katastrofie.

W062-kopia

W 2010 roku za europejskie dotacje mogłem zakupić już prawdziwy sprzęt zawodowy. Zacząłem nim fotografować krajobrazy i używać w czasie swoich warsztatów. Już raz pisałem: cyfra jest doskonała do nauki, szczególnie na warsztatach, w czasie systematycznej nauki fotografii na wyższych uczelniach i szkołach fotograficznych, raczej po przejściu przez fotografię klasyczną. Zdjęcia robione przeze mnie na cyfrze, po odpowiednim przystosowaniu programu w aparacie (chodziło o to, by jak najbardziej były podobne do fotografii wykonywanych na analogu na diapozytywach) odpowiadały mi…Nawet nie myślałem o klasycznej fotografii.

W092-kopia

Z czasem jednak napór moich młodszych kolegów, mniej lub bardziej zaawansowanych w fotografii, zrobił się bardzo silny w tym i w dziedzinie warsztatów.  Postprodukcja w PS – to było hasło dnia. Zdjęcia zaczęły być nienaturalnie kolorowe, wyostrzane, zmieniane itp itd. Powstawała sieczka, która nadal króluje w internecie, pismach. I to się ludziom podoba, ten odrealniony, kolorowy, nieprawdziwy krajobraz. Pisałem o tym i wystarczy na razie. Oczywiście zapraszam wszystkich na moje warsztaty, gdzie podstawą jest dobra fotografia, estetyka obrazu, kompozycja, a nie króluje PS

W003-kopia

Gdy przeszedłem na wcześniejszą emeryturę twórczą (dobrą!!!) zdobycie uczestników na moje warsztaty przestało „być albo nie być” dla mnie. Powoli wracałem do klasycznej fotografii. Średni format to plastycznie inny świat niż cyfra. A mały obrazek w cz-b na analogu to prawdziwa fotografia reporterska. Intensywnie cyfrę używam już tylko na warsztatach. W tym roku zrobiłem może 15 może 20 zdjęć na cyfrowym. I dobrze. Obecnie zdjęć krajobrazu mało kto kupuje., jeżeli już to przez agencje.

W613-kopia

I dlatego zdecydowałem się na sprzedaż swoich Canonów. „7” juz sprzedana. teraz sprzedaję „5” Mk II z dwoma obiektywami (17-40/4 i 70-200/4). I to nie dlatego, że to złe aparaty. Sa świetne… tylko że ciężkie. A ja w plecaku muszę znowu nosić średni obrazek, czyli Hasselblada z 3 obiektywami. I dlatego przechodzę na Olympusa OM-D. Model, pewnie 5 Mk II. Zestaw Canona do kupienia za 6500 zł. Zostały dwa dni, bo mam kupca w postaci sklepu, który za Canona sprzeda mi Olympusa z 2 obiektywami z dopłatą z mojej strony. Ale jeżli ktoś by chciał, zostały jeszcze 2 dni, bo transakcja będzie zawarta w czwartek lub piątek. Cyfrowy jest mi przede wszystkim potrzebny do warsztatów. Kupiłem też dwa filmy diapozytywowe do Hassela, ale czuję pewną tremę. Tak dawno nie fotografowałem w kolorze na slajdach. Chciałbym by każde zdjęcie (12 na jednym filmie) było niezwykłe, tak jak to dawniej bywało. Jak wywołam pierwszy taki film na pewno podzielę się zdjęciami, nawet jak nie wyjdą najlepiej.

Eastern Poalnd
Eastern Poalnd

 

ZAPOMNIAŁEM WYWOŁAĆ FILM

W tym tygodniu wywołałem film, który naświetliłem w listopadzie lub na początku grudnia zeszłego roku. Niespodzianka. To jeszcze jedna zaleta fotografii klasycznej. Zapomniane filmy, wywołane po jakimś tam czasie. Oczywiście można i zrobić większy błąd: włożyć film do utrwalacza najpierw, czyli całą pracę diabli wzięli.Tak mi się raz zdarzyło, gdy pracowałem w jakiejś tam redakcji. Miałem takie długie tanki do wywoływania. Nie koreks. I zamiast do tanku z wywoływaczem włożyłem do tanku z utrwalaczem. Byłem zmęczony. Nawet nie pamiętam co to było, wiem tylko, że musiałem powtarzać.

B&W15-214 B&W15-217

B&W15-215 B&W15-213

B&W15-212 B&W15-211

B&W15-210 B&W15-208

Zatem w tym wpisie mało tekstu a dużo zdjeć. Jestem z nich bardzo zadowolony.  Zrobione Hasselbladem. W Lasku Bielańskim.

FOTOGRAFIA ULICZNA CZYLI PO PROSTU FOTOGRAFIA REPORTERSKA

Tym razem o dwóch rzeczach, a właściwie zjawiskach.  Najpierw o nazwie. Fotografia Uliczna. To tak jak odświeżenie marketingowe starego produktu, a tym produktem jest po prostu fotografia reporterska.  Ale niech będzie, jak ci fotografowie, którzy ją uprawiają chcą by się tak nazywała – niech będzie. Ale sama nazwa implikuje jednak, by była to fotografia realizowana w scenerii miejskiej, nieważne dużego miasta czy prowincjonalnej mieściny. Musi być specyficzna. Oddawać ruch, natężone emocje, wigor i wariactwo dużego miasta lub nudę Koziej Wólki, gdzieś na głębokiej prowincji. Przepraszam mieszkanców Końskiej Wólki.

CZ-B-640 copy

http://fotoblogia.pl/8374,wielka-wystawa-fotograficzna-grupy-street-dogs-of-poland-w-gdansku

CZ-B-365 copy

To link do wystawy street grupy Street Dogs of Poland. Jest kilka b. dobrych fotografii , większość to taka typowa sieczka fotograficzna. Co mam na myśli? Przy takiej lawinowej produkcji, zdjęcia średnie i nawet powyżej średnich po prostu zlewają się w jeden szary wzór. Nic w głowie nie zostaje. I trzecia grupa: zdjęcia według mnie ustawione. W tym zestawie prezentowanym pod wyżej wymienionym linkiem jest według mnie 6 lub 7 takich zdjęć.  Nie chcę po nazwiskach. Tylko jeden przykład. Rudy chłopak i dwa samochody. To na 100 procent zdjęcie pozowane. To widać.  Kto dużo fotografował i fotografuje jak ja, od razu zauważa. W tych samochodach nie ma żadnego ruchu. Chłopak jest drętwy, ustawiony.  ten piesek fotografii ulicznej nie popisał się. Do klatki. Oprócz tego jeszcze 5 lub 6. Nieładnie młode wilczki. Może znajdziecie. Proszę o odzew. Co o tym myślicie?

CZ-B-561 copy

I jeszcze jedno. W tym zestawie są zdjęcia ewidentnie nie zrobione na ulicach miast, miasteczek. I tu wracamy do nazwy. To albo street photography albo po prostu dobra stara fotografia reporterska. To że młode wilki nazwają się street photographers nie znaczy ze ich fotografia będzie nowa, lepsza. To co najlepszego, uwierzcie mi, powstało już w XX wieku.

CZ-B-345

I jeszcze jedna sprawa. Dla mnie emocjonalna. Wczoraj TVP Kultura wyemitowała sztukę na podstawie prozy Mirona Białoszewskiego „Zapisz to Miron”. Od razu poczułem, że to znam, że tam byłem. Tak…. byłem na planie parę godzin, gdy w 1987 roku nagrywano ją w studio TV w W-wie. To ta płachta na okładce tego blogu. Zrobiło mi się bardzo miło i tak ciepło.  Wiecie, że ta śmietanka polskiego aktorstwa nie grała gwiazdorów, celebrytów. Można było normalnie porozmawiać. Dobrze wspominam te pobyty na różnych planach zdjęciowych teatru TV i nie tylko. A jako ciekawostka to te 3 zdjęcia zrobione na rozdaniu jakichś medali z okazji 22 lipca. Wszystkie moje zdjęcia reporterskie z lat 1980-1992 ( w tym i z teatrów TVP) znajdują się obecnie w Agencji Fotograficznej Forum.  Zapraszam do nich. Mają świetne archiwum i oczywiście to co najnowszego. Ten blog ilustruję swoimi zdjęciami reporterskimi. Najbardziej lubię to żołnierzami wojska desantowych ZSRR, którzy tak wpatrują się w produkcje waty cukrowej. Piotr

CZ-B-293 copy

WYSTAWA WOJCIECHA ZAMECZNIKA W ZACHĘCIE

Jak tylko się dowiedziałem o tej wystawie, że będzie, że będzie dość duża – bardzo się ucieszyłem. Chodziło mi głównie o plakaty. Dawniej w czasach liceum i studiów bardzo mnie to interesowało. Wtedy polska szkoła plakatu była znana, jej twórcy należeli do ścisłej czołówki światowej, może nawet zajmowali trzy pierwsze miejsca na podium.

Wczoraj byłem na wystawie (czwartek-darmowy). Pierwsze wrażenie. Dużo młodych ludzi. Na oko trochę korporacyjniaków, ale też liceum, uczelnie. To dobrze. Czuje się satysfakcję. Zobaczcie jakie to były wspaniałe czasy. Jak wysoko stała sztuka wizualna, taka codzienna. Obecnie wszystkie plakaty, reklamy itp to jakby ten sam film. Nuda. Zobaczyłem rzeczy (nie tylko plakaty), które doskonale pamiętam, jak chociażby okładka płyty Muzy Sen Nocy Letniej Mendelssohna-Bartholdiego. Był tam jeszcze Ravel. Okładka bardzo poetycka, prosta, piękna. Plakaty cyrkowe, filmowe (jak chociażby do Matki Joanny od Aniołów) itp, itd.

20160204_185810

Oczywiście nie wiedziałem jaką rolę w twórczości Zamecznika odgrywała fotografia. Jako samodzielne medium, ale przede wszystkim jako materiał do dalszej twórczości. jako rodzaj szkicownika. Jako materiał do dalszej obróbki. Zresztą zdjęcia same w sobie są bardzo dobre. Często kompozycyjnie śmiałe , nowatorskie, prawdziwe. Na wystawie możecie zobaczyć też jak siermiężne było edytorstwo, druk w tamtych czasach, ale najważniejsze, że ludzie mieli dostęp do tego. Ta nowoczesna sztuka na wysokim poziomie otaczała ich. Cieszę się też, że nie było wtrętów politycznych, żadnych z góry słusznych przemówień z ambony, jakie to były okropne czasy. Koniecznie zobaczcie tę wystawę w Zachęcie.  I zwróćcie uwagę na słowa: PATRZĘ nie równa się WIDZĘ; WIDZĘ równa się MYŚLĘ. Wystawa czynna do 24 kwietnia.

I jeszcze zakończenie. Po drodze do Zachęty na Mazowieckiej w Galerii Okręgu Warszawskiego ZPAP wystawa Emilii Skarbek i Grahama Newman o Australii. Bardzo dobrze, że porzucili korporacyjniackie życie, ale dlaczego na Boga robią teraz takie kiczowate, kolorowe, mało powiedzieć kolorowe zdjęcia. Jak wszedłem, to tak jakby tsunami jarmarcznych kolorów walnęło mnie w twarz. To nawiązanie do poprzedniego wpisu na tym blogu. Oni przeszli samych siebie. To jest kicz do potęgi (90% prac). Tu się pośpieszcie. Bo otwarta tylko do 14 lutego

http://owzpap.org/wystawy/emilia-skarbek-i-graham-newman-australia-dwa-spojrzenia/

Zdjęcie, pewnie Ayers Rock na tym linku, jak i zdjęcia w dwustronicowym katalogu mają w miarę naturalne kolory. Dopiero oryginały szaleją. Ale jak przeczytacie, takie było zamierzenie tej pary.

Pozdrawiam. Piotr

Ocieranie się o kicz

Witam wszystkich rozbitków mojej listy mailowej itp, itd. Po kolejnej katastrofie Windowsów na moim Vaio, zdecydowałem się przejść na Maka i już jako tako opanowałem tego Maka. Według mnie raczej powinien mieć symbol nadgryzionego hamburgera z Mc Donalda (takiego jakiego znalazła w śmieciach w Brukseli córka pana Boga z filmu „Bóg mieszka w Brukseli”) jako że jest to komputer przeznaczony dla Amerykanów, a są to ludzie raczej wygodni i wszystko powinno być zrobione za nich. Aha i wszystkim (poza majątkiem) chcą się dzielić. Ale powoli zmieniam swego Macdonalda na polskie pierogi i mam nadzieję, że nie będzie mi się zawieszał śmiertelnie, bo zwykłe zawieszenia też jednak ma.

Temat ocierania się kicz, a właściwie często tworzenia obrazów kiczowatych wszedł mi do głowy, gdy zobaczyłem informację w Świecie Obrazu o warsztatach w Toskanii mojego młodszego kolegi, polskiego fotografa prowadzącego warsztaty w Toskanii.  Świat Obrazu z dn. 22.01 2016. Wystarczy też wpisać w Google Toskania albo Tuscany i na grafice pokażą nam się obrazy jak ze szmirowatej bajki.  3/4 z nich to kicz, czyli takie przeróbki w PS kolorów i wyostrzanie, że Toskania jawi nam się jako kraina baśniowa, nierealna. To takie współczesne oleodruki jakie były modne w XIX i początku XX wieku. Monidła. Dlaczego fotografujący tak się uwzięli na Toskanię, jedną z najpiękniejszych krain Europy, dlaczego podobne monidła to przedstawienia fotograficzne wspaniałych krajobrazów amerykańskiego środkowego zachodu ze wspaniałym Yosemite na czele. Robią to nie tylko amatorzy, ale i zawodowcy, szczególnie w Stanach. Na tych zajęciach w Toskanii prowadzący będzie również uczył jak wywoływać i obrabiać toskańskie zdjęcia w PS lub Lightroomie. Czyli jeśli ktoś nie będzie miał swojego rozumu, to nauczony na warsztatach, zacznie produkować podobne monidła krajobrazowe. nie tędy droga – według mnie. Dobry smak, umiar, ogólna wiedza z dziedziny sztuki i fotografii to droga do twórczego wykorzystania PS. Najlepiej stan rzeczy pokazuje uwaga jednej z uczestniczek moich pierwszych warsztatów w Toskanii, R. K. ze Szczecina: „Dlaczego tu nie jest tak kolorowo jak na zdjęciach, które widziałam w internecie?” Zdjęcie tytułowe – to znane miejsce. Specjalnie przerobiłem na cz-b, by pokazać, że mniej kolorowe (w tym wypadku – w ogóle niekolorowe) jest piękne i prawdziwe.

CZ7a-SmUEAAk2XT.jpg-large

A to kolejny przykład. Ostatnio Nikon w jakimś tam swoim konkursie nagrodził to zdjęcie. A okazało się, że to przeróbka w PS. Samolot dodany. I tak dalej i tym podobnie. World Press Photo po zeszłorocznym odrzuceniu 20% zdjęć ze względu na zbytnie ingerencje w PS w tym roku wydał cały regulamin co można, a co nie można zmieniać. Obawiam się jednak, że nie powstrzyma to ogólnej tendencji do przerabiania bez umiaru zdjęć. To postmodernistyczna nuda doprowadza do tych działań. Prostota i umiar nie mają tu miejsca. Być może potrzeba na to doświadczenia lat i życia. Dobry przykład to „Prosta historia” Dawida Lyncha. Niektóre z jego „kultowych” filmów były już do przesady zbyt „sophisticated”, takie właśnie photoshopowane, jeśli chodzi o treść.

_MG_5026 CSHAN-4635

Mnie się udało zrobić w tym roku 10 fotografii. Są to właściwie 2 tematy: 1. Moje żelastwo; (na dole) 2. Nagrobek z oknem na drugi świat. (wyżej). Nie jestem z tego zdjęcia na razie zadowolony. mam jeszcze około 2 tygodnie na powtórzenie tego go. Potem słońce za bardzo się przesunie, co z ludzkiego punktu widzenia jest bardzo dobre. Idzie wiosna. No i widok z okna. To mój samograj. (najniżej)_MG_5016 _MG_5011

_MG_5013 _MG_5012

W tym tygodniu przedstawię na FB na swojej stronie Warsztaty Fotografii Krajobrazu zarys swoich warsztatów w tym roku. Czyli gdzie, kiedy i jak długo. Na razie to będzie zarys. Chętnie bym się dowiedział co o tym planie myślicie. Może macie jakieś pomysły, mogę pozmieniać. Wiem, że będzie Rzym i Wenecja (samolotem), Litwa, Suwalskie, Bieszczady, rowerowe wzdłuż granicy, Roztocze.

CSHAN-4631

16 marca 2016 w Białostockim Ośrodku Kultury nastąpi otwarcie mojej wystawy „Mielniczanie” To ta sama co była w Mielniku dwa lata temu. Plus zdjęcia krajobrazów. No i to by było na tyle.