DWA ŚWIATY – CZĘŚĆ I. DYSCYPLINA I CZAS

W swoim poprzednim wpisie nie napisałem, że fotografia cyfrowa jest gorsza od klasycznej. Jeśli tak to przyjęliście, to moja wina – źle sprecyzowałem. Chodzi mi to, że fotografia cyfrowa i fotografia klasyczna – to dwa różne światy.  I mimo, że wydawałoby się, że fotografia cyfrowa to jest właśnie to na co wszyscy czekali, to jednak wydaje mi się, że cyfrowa obniżyła poziom zdjęć. Szybkość i łatwość techniczna wykonania zdjęcia stworzyły sytuację, że fotografujący poczuli się prawie zawodowcami. A fotografia cyfrowa podobnie jak dawniej klasyczna wymaga dużej dyscypliny, ciągłego robienia zdjęć, olbrzymiej ilości czasu do jej opanowania,  a tego, szczególnie czasu,  bardzo brakuje ludziom. I dlatego tak rzucili się na aparaty cyfrowe. Że dużo i dobrze. Ale nasz mózg się nie zcyfrował i jest nadal analogowy!!!!Każdy chce jak najwięcej , jak najszybciej – stąd te olbrzymie ilości wykonywanych zdjęć, co powoduje bezmyślne strzelanie, bez myślenia o kompozycji, estetyce obrazu. Miliony byle jakich zdjęć. Coś tam się wybierze. Jak można wybrać coś, jak się nie nauczyło podstaw fotografii, czyli kompozycji i estetyki obrazu, jak się nie zna historii fotografii, historii sztuki, literatury i kółko się zamyka.  Niekwestionowany mistrz, Ansel Adams napisał : “You don’t make a photograph just with a camera. You bring to the act of photography all the pictures you have seen, the books you have read, the music you have heard, the people you have loved.”  To prawda, szczególnie w czasach fotografii cyfrowej. W czasach fotografii klasycznej uczyliśmy się fotografii długo. W praktyce, od kolegów, z książek. A jeśli ktoś miał szczęście i został zawodowcem (przypominam w Polsce nie było wyższych szkół fotograficznych, a jedynie technika-ile? Nawet nie wiem, ale pewnie z 2-3 – jedno na pewno w W-wie) to nauka przyśpieszała. Bo pracy było dużo. Fotografowało się na okrągło. Dużym plusem było to, że redakcja miała określoną ilość (zawsze za mało!!) zawodowych błon.  Myślało się nad każdym ujęciem. Nie liczyły się newsy, tylko dobre fotoreportaże. Ciekawe, że za komuny cenzura puszczała więcej w fotoreportażu niż w słowie pisanym. Uważam, że lata 60 i 70 to złote lata polskiego fotoreportażu.

Ale odszedłem od meritum. Chodzi mi o to, że fotografia cyfrowa stworzyła sytuację, że fotografujący są przekonani, że proces uczenia się skrócił się raptownie, że samemu można oceniać swoje zdjęcia i w ten sposób uczyć się. Nie dajcie się zwariować obłudnej niby łatwości robienia zdjęć aparatem cyfrowym. zwolnijcie, uczcie się kompozycji, oglądajcie najlepsze zdjęcia zawodowców z zeszłego wieku. To był złoty wiek fotografii. Pamiętajcie by jak najlepiej wykorzystać aparat cyfrowy musicie jak dawniej poświęcić temu mnóstwo czasu, trzeba się zdyscyplinować. Czytać, oglądać, jeździć na moje warsztaty (dobra kryptoreklama!!!). Jest też dobry sposób mechaniczny. Karta pamięci 1GB. To mniej więcej 36 zdjęć przy robieniu jpega i RAWa. I to ma wystarczyć na dzień. Jak dawniej. Zaczniecie powoli robić zdjęcia, a nie pstrykać. Ten 1Gb to lepsze od tzw. „stałki”. A dlaczego to dwa światy? Bo fotografia klasyczna narzucała dyscyplinę i wymagała czasu. A w ogólnie panującej opinii, cyfrowa tego nie wymaga. I obawiam się,że to się nie zmieni szybko.  I jeszcze jedna uwaga: fotografia cyfrowa dla zawodowca, szczególnie, takiego, który przepracował gro swego życia w fotografii klasycznej, spowodowała gwałtowny zmniejszenie dochodów, ale przejście do niej odbyło się łatwo, ponieważ my juŻ mieliśmy za sobą naukę fotografii. Oczywiście zdjęcie w nagłówku to dia 6×7 zeskanowane przeze mnie ostatnio. Zrobione w latach 90. Nie do powtórzenia, bo te drzewa na szosie Siemiatycze-Białystok zostały ścięte.

W następnej części DWÓCH ŚWIATÓW  o tym czego brak klasycznej w stosunku do cyfrowej.

PIĘKNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZĘ WSZYSTKIM

3 przemyślenia nt. „DWA ŚWIATY – CZĘŚĆ I. DYSCYPLINA I CZAS”

  1. Piotrze! Masz absolutną rację. Ja wiele lat temu kończyłam Technikum Fototechniczne w Warszawie, więc naukę fotografowania zaczynałam w technologii klasycznej, gdzie jak piszesz były ograniczenia i trzeba było pomyśleć nad kompozycją kadru zanim nacisnęło się spust migawki. Przez wiele lat po skończeniu szkoły pracowałam jako montażystka filmowa – oczywiście zaczynałam na celuloidzie, gdzie przy reportażu był stosunek taśmy 1:3. Były też ograniczenia zużycia taśmy. Operator musiał tak filmować, żeby można było z tego materiału zbudować temat – musiał myśleć również o montażu. Potem wkroczyła „cyfra” i skończyły się ograniczenia. Niekiedy nie byłam w stanie nawet obejrzeć całego materiału w ramach godzin przeznaczonych na montaż, co dopiero mówić o wybraniu najlepszych ujęć? Po latach wróciłam do fotografii i zachłysnęłam się brakiem ograniczeń. Potrzebowałam czasu, żeby zacząć zastanawiać się nad każdym ujęciem. Coraz częściej zdarzają mi się momenty, że po „przymiarce” rezygnuję i nie naciskam spustu. Warsztaty u Ciebie w Mielniku bardzo dużo mi dały, chodzę na wystawy, czytam opracowania – jednym słowem żyję fotografią. Serdecznie świątecznie pozdrawiam Ewa

  2. Pięknie się czyta!!!
    Żeby jeszcze młodzi takie teksty czytali „ze zrozumieniem”!!
    Spokojnych Świąt i Zdrowia życzę, Mistrzu!!

    1. Dziękuję za tę jakże prawdziwą opinię o fotografii analogowej 🙂 Jakość ( a nie ilość) to jest to !
      Najlepsze życzenia świąteczne dla Fotografa na wolności 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *