KOLOROWE BALONY

Do napisania tego odcinka blogu sprowokowała mnie informacja w Świecie Obrazu, gdzie często wszystko co związane z fotografią jest niezwykłe, fantastyczne itp. Nie rezygnuję jednak z otrzymywania od nich informacji, ponieważ to często kopalnia głupoty fotograficznej, a właściwie dziecinady fotograficznej, a pośmiać się zawsze jest zdrowo. Oto ta informacja: http://www.swiatobrazu.pl/artysta-sprzedaje-nie-swoje-zdjecia-z-instagrama-za-tysiace-dolarow-32285.html

Z ciekawości wszedłem na stronę fotografa-złodzieja i poczytałem trochę co o nim piszą w samym N.Y. Oto linki: https://news.artnet.com/art-world/richard-prince-sucks-136358 i http://www.newyorker.com/culture/culture-desk/richard-princes-instagrams

B&W15-015 kopia

O co mi właściwie chodzi? O to, że obecnie w świecie fotografii, ale i wszelkich innych sztuk, a także w polityce, w życiu społecznym, w kuchni, na drodze i prawie wszędzie, lata mnóstwo kolorowych balonów…pustych w środku. I co ciekawe, np w świecie fotografii w Polsce mało kto pisze o tych pustych nadętych balonach. Mało kto powie: król jest nagi. Dyskusje na portalach fotograficznych sprowadzają się do wykrzykników typu: klimatyczne, fajna fota, zajebista fota (to określenie jednego z moich zdjęć na stronie TFP, gdzie kiedyś należałem). Brak rzeczowej dyskusji, brak powiedzenie: przecież ten facet tymi zdjęciami robi nas w konia i jeszcze do tego zarabia. Tak napisał jeden z recenzentów wystawy złodzieja z N. Y. Brak wyważonych, stopniowanych, określeń. Właściwie wszystko jest niezwykłe. To co jest dobre, bardzo dobre, takie sobie, interesujące, byle jakie, do bani, naciągane?   Przykład z tego samego Świata Obrazu sprzed dwóch dni zdaje się: http://www.swiatobrazu.pl/kolejna-sesja-zdjeciowa-annie-leibovitz-ktora-przejdzie-do-historii-bruce-jenner-przedstawia-swiatu–32306.html

B&W15018 kopia

Przeczytajcie i obejrzyjcie. Ile tam niezwykłości, przechodzenia do historii, wywracania fotografii do góry nogami. Jest to dobrze, może nawet bardzo dobrze zrobiona sesja kobiety/mężczyzny, która absolutnie nie zmieni historii fotografii itp, itd. Cała sprawa tylko dlatego otrzymała takie nagłośnienie w Stanach, że chodzi o te zmianę płci tego znanego celebryty. Gdyby nie ten czynnik, to jest to normalna sesja, uznanej fotografki, jednej z najlepszej portrecistek wielkiego świata, ale i zwykłych ludzi. Tych zdecydowanie mniej. Widziałem jej zdjęcia 2 lata temu na płocie Łazienek. Bardzo dobre, ale zapamiętałem jedno najlepiej: zdjęcie amerykańskiej astronautki. Kobieta bohater, kobieta-robot. To cała Leibowitz. Uważam, że jej dawniejsze portrety, nie tak wydumane były lepsze, więcej mówiły o fotografowanych.

B&W15021 kopia

Leibowitz z pewnością nie jest pustym balonem, ale wokół nas lata mnóstwo pustych balonów fotograficznych. Najwięcej ich pojawia się w czasie różnych miesięcy fotografii, które odbywają się w różnych miastach Polski. To taka choroba zakaźna. Śmiało można by pokazać tylko 20-30 procent tych fotografii. reszta to właśnie puste balony. Fotografia bez znaczenia, byle jaka, byle coś tam pokazać. Nie próbuje się pokazywać różnorodności, tylko monotematyczne, modne tematy, czy techniczne podejścia do pewnych tematów. Przykład; fotografia krajobrazu. Teraz jest moda na pokazywanie krajobrazów ohydnych, zdegradowanych przez człowieka. I dobrze. Świadomość niszczenia naszego wspólnego dziedzictwa natury, jest ważna. Ale jednocześnie pokażmy też piękno, pokażmy takie półpiękno, a nie tylko tylko samą ohydę. Przykład. W moim Związku wystawa fotografii krajobrazowej z Islandii. Pokazano właśnie to niszczenie środowiska, i tym podobne półsenne wizje. Nie można było również pokazać jednego klasyka, klasycznej fotografii krajobrazowej Islandii w typie np. Adamsa? Taki musi istnieć. A drugiej strony rzygać się chce tymi ulizanymi na surowo krajobrazami z Islandii, z tych samych miejsc robionych masowo przez turystów-fotografistów amatorów, półzawodowców, zawodowców itp. Jak stado baranów. Wszyscy fotografuję to samo.

B&W15023 kopia

Obecnie trudno jest poruszać się w świecie fotografii, umieć odróżnić ziarno od plew. Wyluzować, wyciszyć się, pokontemplować. Powiedzieć zdecydowanie: to tylko humbug. W przerywnikach kilka cz-b z filmu. Powiedzmy street-photography. Dziękuję za uwagę.

6 przemyśleń nt. „KOLOROWE BALONY”

  1. Podoba mi się określenie „puste balony”. Może warto je częściej demaskować! Pokazywać niezgodę na robienie nas w balona.
    Co do zdjęć street photo z tego wpisu, to są niestety tak małe, że trudno coś na nich dostrzec i nie da się ich powiększyć. Może udałoby się coś z tym zrobić. Chciałabym nie tylko czytać Twojego bloga, ale też móc obejrzeć trochę tych Twoich całkowicie niezajebistych fotek. Pozdrawiam

    1. Iza, wystarczy kliknąć raz lub dwa razy na lewy klawisz myszki i się powiększa. U mnie działa i nie miałem do tej pory żadnych uwag. Może na Macu nie działa. Blog jest napędzany WordPressem. Napisz do nich jak na Mac to działa.

  2. Na szybko. Odpowiedzią na to co piszesz jest fakt, że żyjemy w „złotym wieku”, gdzie wszystko wyprodukowane, szczególnie przez pewnych ludzi w pewnych krajach, jest wspaniałe. Przecież nigdy nie słyszymy, że jakiś afrykanin zrobił zdjęcie i to w dodatku dobre. Chyba, że wyjechał do USA. Tak samo jest i u nas. Złoty wiek tak opanował wszystko, nawet kanalizację z ciepłą wodą w kranie, że nie ma co krytykować. Nawet nie wolno. Jeśli to robisz to nie jesteś w grupie wybranych. Nie rozumiesz co jest jakościowe. Dla wyjaśnienia, to co napisałem to jest żart i ironia z tego co nas otacza. Z Piotrem się zgadzam. Reszta potem.

  3. Przepraszam, że piszę w odcinkach. Temat który poruszyłeś jest bardzo istotny. Zostawię fotografię i przejdę na chwilę do literatury. Jakie książki są dziś publikowane? Córek generałów? A co ona ma właściwie do powiedzenia poza tym , że tatuś był dobry albo zły? Piszą celebryci, którzy nie umieją słowa sklecić? Jak to się dzieje. Wydawnictwa zatrudniają dziennikarzy, którzy piszą im, wskazanym przez wydawnictwa, książki i dostają za to kasę. I tu sięgnęliśmy bruku. Produkujemy kryminały, poradniki, biografie byle jakich ludzi. Ostatnią modą są książki dla dzieci. Dowody? Byłem na targach książki w Warszawie. Jeśli odjęłoby się wspomniane książki dla dzieci, kryminały, biografie i książki historyczne to nie zostanie prawie NIC. Nikt nie pisze o otaczającej nas rzeczywistości. Poza seksem. Nasi inteligenci… gdzie oni są… Gdzie są intelektualiści wszystkich uniwersytetów, którzy byli w stanie dostrzec ruchu mas, w postaci Kukiza. To takie trudne? Uważam, że nie. Ale mam przecież „złoty wiek”. Krytykować nie należy.

    Wracając do sztuki. Nie ma nikogo kto by cokolwiek weryfikował artystyczną produkcję pod względem jakości. Nie ma jakościowego sponsoringu. Bogaci ludzie nie mają takich ambicji, nie znają się na tym. Z wyjątkami. Poza tym w tym wszystkim za dużo kumoterstwa. Brzmi to trochę mało perspektywicznie czy pozytywnie? Trochę tak. W stosunku do sztuki decydujący nie może być pieniądz.

    W weekend byłem za granicą, choć w dalszym ciągu w kraju. W osobliwym zakątku miasteczek typu Kujau, Moschau, Zillitz, Wolnau, Oberglogau. 300 km od Warszawy. Było spokojnie i czysto. Odwiedziłem miejsce gdzie komponował Beethoven, a wolny czas sprędzał Adolf Hitler przed atakiem na Polskę. Był tam także Kard. Ratzinger i wielu innych. Zjadłem obiad i lody. W pięknym acz zaniedbanych parku odkryłem pomnik ku pamięci żołnierzy radzieckich, a obok miejsce gdzie z rozkazu Hitlera rozstrzelano oficerów niemieckich, którzy odmówili wykonania rozkazu ataku na Polskę. Obok stał wspaniały zamek w ruinach. Co z tym zrobić? Należy uruchomić państwowy sponsoring na wysokim poziomie. Zmienić kierownictwo telewizji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *