DAWNO NIE MIAŁEM TAKIEJ UCIECHY

Oto moja konkurencja https://www.facebook.com/podlaskiplener   Młoda konkurencja. GDWK. Tak to można skrótowo określić. Każdy może po swojemu rozszyfrować.

A teraz na poważnie. Zostawmy młodych. Niech głupieją dalej.

Chciałem wam pokazać zdjęcia fotografa litewskiego Vitasa Luckusa. Ja znam trochę fotografię litewską, mam tam nawet przyjaciela Aligmantasa Cierniauskasa – b. dobrego fotografa, może nie tak sławnego jak ta wierchuszka litewska (ja dobrze znam zdjęcia Romuldas Pozerskis, Romualdas Rakauskas, Antanas Sutkus), ale bardzo ciekawego. Fenomen fotografii litewskiej w czasach ZSRR to w ogóle całe zjawisko społeczne. Oni  bardzo dużo pokazywali prawdziwej, codziennej rzeczywistości, a jednocześnie czuł o się w tych zdjęciach miłość do  Ojczyzny Litwy, a nie ZSRR.

I tu nagle parę dni temu na stronie fotograficznej NEW YORK TIMESA króciutki artykuł i zdjęcia zapomnianego i w pewnym sensie odkrywanego teraz doskonałego fotografa Vitasa Luckusa…i jego pięknej muzy Tanya Aldag. To tak jak z Vivian Meier. Przy tej głupocie jak wyżej, to prawdziwa uciecha, że jednak autentyczna fotografia nadal istnieje, nawet jesli musi być odkrywana na nowo. Wpiszcie do Google to nazwisko. Mało, przede wszystkim po litewsku. Zdjęcia też są w grafice Googla. Pobuszujcie, pooglądajcie. To wielka szkoła dobrej fotografii. Tu tylko kilka zdjęć. Dla mnie jego fotografia to też odkrycie. On jest bardziej drapieżny od tych Litwinów, których znałem.

Ponieważ zacząłem ten wpis od warsztatów moich młodszych kolegów, tym samym zakończę go…. To już koniec.

Vitas Luckus (28) Vitas Luckus (17)18 Vitas Luckus (3) Vitas Luckus (16) Vitas Luckus (19)

KOLOROWE BALONY

Do napisania tego odcinka blogu sprowokowała mnie informacja w Świecie Obrazu, gdzie często wszystko co związane z fotografią jest niezwykłe, fantastyczne itp. Nie rezygnuję jednak z otrzymywania od nich informacji, ponieważ to często kopalnia głupoty fotograficznej, a właściwie dziecinady fotograficznej, a pośmiać się zawsze jest zdrowo. Oto ta informacja: http://www.swiatobrazu.pl/artysta-sprzedaje-nie-swoje-zdjecia-z-instagrama-za-tysiace-dolarow-32285.html

Z ciekawości wszedłem na stronę fotografa-złodzieja i poczytałem trochę co o nim piszą w samym N.Y. Oto linki: https://news.artnet.com/art-world/richard-prince-sucks-136358 i http://www.newyorker.com/culture/culture-desk/richard-princes-instagrams

B&W15-015 kopia

O co mi właściwie chodzi? O to, że obecnie w świecie fotografii, ale i wszelkich innych sztuk, a także w polityce, w życiu społecznym, w kuchni, na drodze i prawie wszędzie, lata mnóstwo kolorowych balonów…pustych w środku. I co ciekawe, np w świecie fotografii w Polsce mało kto pisze o tych pustych nadętych balonach. Mało kto powie: król jest nagi. Dyskusje na portalach fotograficznych sprowadzają się do wykrzykników typu: klimatyczne, fajna fota, zajebista fota (to określenie jednego z moich zdjęć na stronie TFP, gdzie kiedyś należałem). Brak rzeczowej dyskusji, brak powiedzenie: przecież ten facet tymi zdjęciami robi nas w konia i jeszcze do tego zarabia. Tak napisał jeden z recenzentów wystawy złodzieja z N. Y. Brak wyważonych, stopniowanych, określeń. Właściwie wszystko jest niezwykłe. To co jest dobre, bardzo dobre, takie sobie, interesujące, byle jakie, do bani, naciągane?   Przykład z tego samego Świata Obrazu sprzed dwóch dni zdaje się: http://www.swiatobrazu.pl/kolejna-sesja-zdjeciowa-annie-leibovitz-ktora-przejdzie-do-historii-bruce-jenner-przedstawia-swiatu–32306.html

B&W15018 kopia

Przeczytajcie i obejrzyjcie. Ile tam niezwykłości, przechodzenia do historii, wywracania fotografii do góry nogami. Jest to dobrze, może nawet bardzo dobrze zrobiona sesja kobiety/mężczyzny, która absolutnie nie zmieni historii fotografii itp, itd. Cała sprawa tylko dlatego otrzymała takie nagłośnienie w Stanach, że chodzi o te zmianę płci tego znanego celebryty. Gdyby nie ten czynnik, to jest to normalna sesja, uznanej fotografki, jednej z najlepszej portrecistek wielkiego świata, ale i zwykłych ludzi. Tych zdecydowanie mniej. Widziałem jej zdjęcia 2 lata temu na płocie Łazienek. Bardzo dobre, ale zapamiętałem jedno najlepiej: zdjęcie amerykańskiej astronautki. Kobieta bohater, kobieta-robot. To cała Leibowitz. Uważam, że jej dawniejsze portrety, nie tak wydumane były lepsze, więcej mówiły o fotografowanych.

B&W15021 kopia

Leibowitz z pewnością nie jest pustym balonem, ale wokół nas lata mnóstwo pustych balonów fotograficznych. Najwięcej ich pojawia się w czasie różnych miesięcy fotografii, które odbywają się w różnych miastach Polski. To taka choroba zakaźna. Śmiało można by pokazać tylko 20-30 procent tych fotografii. reszta to właśnie puste balony. Fotografia bez znaczenia, byle jaka, byle coś tam pokazać. Nie próbuje się pokazywać różnorodności, tylko monotematyczne, modne tematy, czy techniczne podejścia do pewnych tematów. Przykład; fotografia krajobrazu. Teraz jest moda na pokazywanie krajobrazów ohydnych, zdegradowanych przez człowieka. I dobrze. Świadomość niszczenia naszego wspólnego dziedzictwa natury, jest ważna. Ale jednocześnie pokażmy też piękno, pokażmy takie półpiękno, a nie tylko tylko samą ohydę. Przykład. W moim Związku wystawa fotografii krajobrazowej z Islandii. Pokazano właśnie to niszczenie środowiska, i tym podobne półsenne wizje. Nie można było również pokazać jednego klasyka, klasycznej fotografii krajobrazowej Islandii w typie np. Adamsa? Taki musi istnieć. A drugiej strony rzygać się chce tymi ulizanymi na surowo krajobrazami z Islandii, z tych samych miejsc robionych masowo przez turystów-fotografistów amatorów, półzawodowców, zawodowców itp. Jak stado baranów. Wszyscy fotografuję to samo.

B&W15023 kopia

Obecnie trudno jest poruszać się w świecie fotografii, umieć odróżnić ziarno od plew. Wyluzować, wyciszyć się, pokontemplować. Powiedzieć zdecydowanie: to tylko humbug. W przerywnikach kilka cz-b z filmu. Powiedzmy street-photography. Dziękuję za uwagę.

ZDJĘCIA Z HASSELBLADA

Wywołałem pierwszy film czarno-biały zrobiony Hasselem. Wszytko gra. Nie wybierałem motywów zbyt trudnych technicznie do wywołania, raczej takie o niezbyt dużych kontrastach. W końcu to tylko próba filmu i obiektywu. Do Hassela obiektywy robił tylko Carl Zeiss w Oberkochen (RFN). Firma macierzysta Carl Zeiss pozostała w NRD i nazywała się Carl Zeiss Jena. W wyniku międzynarodowego procesu, wszystkie obiektywy robione na rynek dawnych państw RWPG nie mogły nosić nazwy Carl Zeiss ani nazw obiektywów robionych przez Carl Zeissa przed wojną , a nawet w XIX wieku. Stąd ten standard co jest na moim Hasselu nazywa się Opton Pl i obok Oberkochen. Np. w latach 90. obiektywy do Hassela robione przez Carl Zeissa nazywały się Hasselblad po prostu. Co ciekawe doskonałe obiektywy Planar zostały wyliczone jeszcze w XIX wieku. Oczywiście w Polsce są fotografujący, którzy nie wiedza o tym i uważają, że te Optony to gorsze obiektywy od Planarów, tak jakby wyrób obiektywów polegał na tym samym, co produkcja proszków do prania. Mam nadzieję, że tonkuju aluziju poniali. Przykłady zdjęć zrobionych tym obiektywem w blogu i na FB. To oczywiście już tylko 72 dpi rozdzielczości, tak by szybko się otwierały. Oryginalny skan jest 55cm x 55cm i rozdzielczość 300 dpi. Jakie wnioski. Obiektyw wspaniale rysuje. Widzicie piękny bokeh. Plastyka też bardzo ładna. Zobaczcie jak ładnie oddane są zielone liście. jak mają różne odcienie. Nic nie ruszałem w PS. To samo z ostrością. Trochę tylko wyczyściłem od drobnych gałązek itp, które psuły kompozycję. Wystarczy tego chwalenia się Hasselem nowym. Muszę jeszcze poodpowiadać na różne wpisy do mojego poprzedniego tematu. Robię tu, bo w pewnym sensie temat jest pokrewny.

SH-025 kopia

Najpierw Januszowi. Oczywiście, że praca na filmach to sprawa niszowa, ale kto może sobie na to pozwolić (ciemnia!!!!! prawdziwa) i chce mieć trochę inne zdjęcia, dlaczego nie. To nie snobizm. Zdjęć i tak się obecnie nie sprzedaje, prawie. Wszyscy prawie robią tylko na komputer. Odbitka to rzadkość. I dlatego praca na błonach, to już się robi tylko dla własnej przyjemności. Smakowania. Nie wiem czy wiesz, że Adams od lat 60 pracował głównie na Hasselu. Estetyki Adamsa nie odtworzysz na cyfrze, bo zawsze wylezie ci piksel, a nie ziarno. HDR to nie Adams. Janusz najpierw trochę poucz się, a potem pisz. Zobacz te 4 zdjęcia. To jest film i średni format.

SH-021 kopia

Ewie, która nazwała mnie postarzałym narcyzem. Jej wolno, bo dobra jest fotografka. Oczywiście, ze ty wygrałaś, bo nikt inny nie napisał. Zresztą co ciekawe. Wpiszcie w Googlach Sadowa 50 Bułhakow i zobaczycie jak to fotografują cyfrą. Wszystko widać i to podstarzałemu narcyzowi się nie podoba. Lubie czegoś nie wiedzieć, coś nie widzieć. Technologia nie jest sprawą wtórną, bo drzeworytem nie zrobisz grafiki typowej dla np akwaforty. Chociażby Durer. I to samo z fotografią. Wybiera sie film lub matrycę, czułość, cz-b albo kolorowy. To wszystko wpływa na efekt. A ponadto jeszcze kwestia tego co w mózgu i kwestia wyboru drogi przeżywania fotografii w czasie jej robienia. Jedni lubią slow food, slow podróżowanie, slow life. A mnie podoba się slow photography. Oczywiście nauczam na cyfrze, ale tak jak w Mielniku tydzień temu, już poprawiałem, podglądałem głównie na aparatach uczestników. Ewa na moja wystawę u ciebie będą kolorowe, ale nie z Mielnika, tylko w ogóle, oczywiście robione na odwrotkach 6×7.

SH-018 kopia

Mówiąc prosto z mostu cyfra jest za łatwa dla zawodowców (przynajmniej dla mnie, który siedzi w zawodowej fotografii 35 lat), za wygładzona, czasami już nudna. Brak elementu oczekiwania, niepewności, takiej ręcznej roboty rzemieślnika. Fotografia cyfrowa to fabryka, która produkuje wyroby seryjne. I jeszcze raz chciałbym podkreślić. Ja nie chcę wam odbierać przyjemności z robienia zdjęć. Cieszę się, jak widzę na ekranach LCD jak wam coś wychodzi,  ale też cieszę się, gdy mogę was opieprzyć za ewidentne błędy, często powtarzane po raz nie wiem który. Lepsze to według mnie niż amerykańskie wszystkopodobanie się i samozadowolenie.

SH-022 kopia

Zapraszam na warsztaty na Suwalszczyźnie i Podlasiu. Żadnych zbędnych saun, malowania światłem itp bzdur. Tylko fotografia krajobrazu, architektury (Wilno), reportaż (Matki Boskiej Zielnej w Puńsku oraz Spas na Grabarce). Data 12-18 sierpnia. Ze względu na rezerwację miejsc noclegowych zapisy do 15 lipca. 

Zrzut ekranu 2015-05-29 10.40.15

 

POLSKIE GÓRY-PRACA NAD ALBUMEM

SH-963

Dawno nie pisałem, ale byłem zajęty: jak tu kupić Hasselblada, a ponieważ nie jestem Napoleonem, więc w tym czasie wszystkie inne moje czynności zostały spowolnione i przeszedłem do stanu hibernacji. Hassel już jest i znowu ożyłem. Skanuję teraz materiał do mojego albumu wydanego przez BOSZ w 2007 roku pt. „Polskie Góry”. Oczywiście przed podpisaniem umowy miałem już trochę materiału (15%), ale chciałem albo go odświeżyć albo zrobić miejsca, które dotychczas jeszcze nie robiłem. Pracowałem od wiosny do późnej jesieni. Wszystkie zdjęcia zrobione na Bronica GS-1. Nie miałem wtedy jeszcze żadnego aparatu cyfrowego. Cały ten mój średni bajzel ważył ze statywem i plecakiem 15 kg. W tym czasie wszedłem na około 50 gór i szczytów. Dzięki tej pracy zakrzepica żył głównych lewej nogi cofnęła się w stopniu bardzo wysokim.  Zrobiłem około 450 ujęć, czyli zużyłem około 80-90 filmów szerokich typu 120. Na jednym filmie można zrobić 10 zdjęć. Widzę teraz, że dość często naświetlałem pojedynczo, co przy diapozytywie było trochę ryzykowne. Dlaczego? Tzw slajdy wymagają bardzo dokładnego naświetlenia. Teoretycznie jedno ujęcie powinno być zrobione na 3 zdjęciach, metoda bracketingu, czyli każde ze zmiana naświetlenia o pół przesłony. Dlaczego tak robiłem. juz minęły czasy dobrych zarobków w fotografii i po prostu oszczędzałem. Na plus muszę napisać, że w 95 procentach naświetlenia są dobre, czasami robiłem dwa, gdy nie byłem pewny. Oczywiście miałem światłomierz.

SH-933

Przejrzałem ten album przed chwilą. Oprawa graficzna Marka Wajdy bardzo dobra. Dużo rozkładówek, wstęp Michała Jagiełly tez interesujący. Zdjęcia – dobre, naprawdę. Druk i skany. Tu mam zastrzeżenia, bo teraz przecież skanuję je sam. Nie mam bębnowego, tylko płaski i wiele skanów jest lepszych niż do albumu, mimo, że zatwierdzałem cały materiał, to jednak wtedy mało skanowałem i nie wiedziałem o możliwościach skanera szczególnie bębnowego. Druk – średni. W albumie jest około 120 zdjęć. Tak się właśnie pracowało. Duża dyscyplina i doświadczenie gwarantowało sukces. Z pewnością chętnie bym naświetlał 3 razy jedno ujęcie, więcej robił zdjęć itp, ale po prostu nie było pieniędzy. To już nie czasy lat 1994-2005, gdy forsa z krajobrazów sama waliła do kieszeni. Ale nawet wtedy,  w nas fotografach pracujących jeszcze w okresie komuny, pozostał taki tik oszczędzania. Przynajmniej u mnie. Przecież w redakcjach, szczególnie takich mniej uprzywilejowanych (jak moje) zawsze się oszczędzało, bo było mało (filmy Kodaka, Ilforda i Fuji były kupowane za dewizy).

SH-986

Następny album „Polska Chopina” zrobiłem już w 85% na cyfrze Sony R1. Technicznie i psychicznie (nie ma filmu, nic już nie trzeba płacić) to była inna praca. I niepewność jak to wyjdzie w druku. Nie miałem żadnego doświadczenia. Rozpakowałem aparat i do roboty. Wtedy cyfra w pewnym sensie uratowała cały ten mój projekt. I dlatego jestem tak wdzięczny cyfrze, jakkolwiek głupio to brzmi. Powiecie: wdzięczny, ale teraz cały czas psioczy na nią. Z racji zawodu, doświadczenia i ponad 7 lat pracy znam jej plusy i minusy. Tak jak i filmu cz-b i slajdowego. I wybieram analog, ale cyfry nie wyrzucam. Jeszcze raz powtarzam to dwa światy i każdy może wybrać swój. Cyfra jest inna, a mnie po prostu bardziej odpowiadają walory estetyczne filmów. W tych paru wpisach na blogu przede wszystkim zwracam uwagę na co innego. Cyfra rozleniwiła fotografujących, którzy w… chciałem napisać większości, ale każdy może postawić tu jakie chce słowo określające liczbę/ilość. A toi rozleniwienie prowadzi do tego, że amatorzy, ale i zawodowcy młodzi nie uczą się. Mało fotografują albo idą za moda jak barany (np HDR ) W przyszłym, tygodniu napisze o pewnym konkursie do którego zachęcałem. A na razie zobaczcie zdjęcia z Tatr i pięknego Hassela.

SH-949

SH-987

SH-942A

 

 

ARS LONGA, VITA BREVIS czyli SLOW PHOTOGRAPHY

Miałem ostatnio trochę czasu, głównie podczas rąbania na bierwiona ściętych pni wiązu, by pomyśleć o różnych sprawach, przede wszystkim fotograficznych.  Trzeba było ściąć wiąz, by promienie słoneczne mogły dojść do paneli słonecznych zamontowanych właśnie na dachu. Nawet nie wiecie jakie to twarde i pokręcone drzewo. Po drugie cały czas mam w pamięci rady młodego człowieka,  które opisałem w poprzednim wpisie na tym blogu. Po trzecie skanuje swoje slajdy 6×7 z lat 80 i 90 oraz początku tego wieku i widzę wyraźnie ich inność, dla mnie estetycznie są po prostu ciekawsze od moich plików cyfrowych. Można to nazwać plastyką. Po czwarte po prostu chce mi się womitować jak widzę codziennie te miliony zdjęć, wszystkie właściwie do siebie podobne, mimo tak różnorodnej tematyki. A po piąte zawsze chodziłem swoimi ścieżkami fotograficznymi. I DLATEGO WRACAM DO FOTOGRAFII KLASYCZNEJ, zarówno czarno-białej jak i barwnej. Oczywiście aparatu cyfrowego będę używał, ale zdecydowanie rzadko i to głównie na moich warsztatach. Do nauki fotografii, szczególnie praktycznie, jak ja preferuję, jest to narzędzie wspaniałe i w ogóle cyfra to nie diabeł, tylko to medium fotograficzne zostało sprowadzone przez ludzi do roli takiego diabła, który ma zadanie obrzydzić fotografię. Głównie to zasługa tzw domorosłych artystów. W klasycznej samo naciśnięcie jeszcze nie czyniło z fotografującego „artysty”. pozostawała kwestia wywołania, zrobienia odbitek. To wszystko wymagało czasu i pewnej wiedzy, czyli znowu czasu, bo wiedzę nabywa się z czasem. Trochę wysiłku. Ale to już było blisko do zaklętego terminu „artysta”, przewodnika dusz. W społeczeństwach nowocześniejszych jak Amerykanie np fotografia bardzo szybko zyskała uznanie i zajęła swoje, niezależne od plastyki, miejsce, chociaż to właśnie tam powstał piktorializm, próba upodobnienia fotografii do malarstwa. Na szczęście po I W.Ś, w czasie której wielu amerykańskich fotografów pracowało w lotniczym zwiadzie fotograficznym, gdzie zobaczyli, że wielkim plusem fotografii jest rzetelne odwzorowanie rzeczywistości, piktorializm znikł. W Polsce miał się dobrze aż do wojny. I teraz wracając do wątku cyfry. Gdy się pokazała, to całe rzesze niedoszłych artystów, którzy nie mogli się zrealizować w konwencji klasycznej, stało się artystami cyfrowymi, wspomagani przez potęgę Photoshopa (PS). Teraz wystarczyło nacisnąć spust i zdjęcie gotowe i do tego dobre technicznie. Rezultatem tego są między innymi tacy młodzi, jak ten z zeszłego blogu. Nic nie wie, a się mądrzy.

B&W15-001 kopia

Wracam też dlatego, że ja naprawdę już nic nie muszę. Moje pokolenie fotografów już prawie nie sprzedaje zdjęć. W ogóle z fotografii trudno wyżyć. Część wykłada w szkołach, warsztatów takich jak moje na pewno  w Polsce nie prowadzi żaden 60-latek. Prowadzą głównie młodzi i jeszcze raz powtarzam bez zbytniego doświadczenia, bo nie pracują w zawodzie, a fotografia wymaga dużo czasu by osiągnąć wysoki poziom. I ci młodzi lecą w technikę, PS, HDR, różne ciekawostki, tak naprawdę psu na budę potrzebne. Przepraszam was koledzy, ale tak to widzę i czasami uczestnicy mi to mówią.  Ja jestem w sytuacji b. dobrej. Mam dobrą emeryturę, w 100% dzieki mojej pracy fotograficznej, prowadzę czasami warsztaty, co lubię robić (głównie wytykanie wam błędów!!!) i nie muszę już produkować tych ton nikomu niepotrzebnych zdjęć, chociaż ja i tak w porównaniu z niektórymi uczestnikami warsztatów prawie nie fotografują. Ja teraz mogę już fotografować dla samej przyjemności, dla sztuki, bez pośpiechu, czyli SLOW PHOTOGRAPHY.

B&W15-009 kopia

Zdjęcia pomiędzy i w tytule powstały właśnie w ten sposób. Wziąłem swego Nikona FM, założyłem obiektyw 35-105mm i załadowałem czarno-biały film wysokoczuły Agfa 400 ISO. Na początku ustawiłem zoom na 50mm. Stałka standardowa i powiedziałem sobie: ani mm w tele, najwyżej do tyłu czyli w stronę 35mm. I co się okazało? Przeszedłem na stałe na te 35mm. Dla amatorów street photography – to jest idealna ogniskowa. Mit 50mm tak forsowany przez moich młodszych kolegów jako idealny do street photography  prysł, przynajmniej dla mnie, tak jak wmawianie uczestnikom cyfrowych warsztatów by używali pomiaru punktowego, że zawodowcy tak robią. Bzdura. Pomiar wielosegmentowy jest tak doskonały plus ekran LCD z podglądem, powoduje, że te punktowe pomiary to anachronizm Oczywiście ten pierwszy film zrobiłem trochę szybko, bo chciałem przede wszystkim sprawdzić aparat i obiektyw. Po drugie chciałem sprawdzić czy nadal jestem dobry technicznie, czyli naświetlenie i odległość.

Mała dygresja: przed chwilą na takiej Linkedin grupie, fotograficznej do której należę, inny członek z USA napisał, ze zrobił swoje najlepsze zdjęcie w Yosemite z punktu gdzie Ansel Adams zrobił swoje sławne zdjęcie. Tzw Tunel. O to mi chodzi, gdy pisze negatywnie o cyfrze. Ten uznany bubek z USA pokazuje coś co jest kiczem, a w porównaniu z Adamsowym zdjęciem kiczem do piątej potęgi. Widzicie do czego doprowadziło nieumiejętne stosowanie cyfry, nawet przez zawodowców. Oto dwa linki:

http://www.enlightphoto.com/views/2015/04/22/the-irony-of-my-last-post-my-best-yosemite-shot-ever.htm?goback=.gde_3984927_member_5996734720191254531

http://m.cdn.blog.hu/ma/maimanohaz/image/anseladams/07.jpg

B&W15-008 kopia

Wracam do tematu. Złapałem światło na ulicę w słońcu, bez cieni zbyt dużych. I potem już tylko w głowie kalkulowałem zmiany naświetlenie w cieniu itp. To właśnie doświadczenie. W tramwaju sprawdziłem na wszelki wypadek. Odległość cały czas na hiperfokalnej, czyli jak głównie pracowałem na f 11, to miałem ostrość od około 2 m do nieskończoności. Zobaczcie jak te zdjęcia są ostre. Film wywołałem w Mielniku i w 85 procentach klatki zostały w punkt naświetlone. Oczywiście na razie to tylko skany, ale jak kupię papier i odczynniki, to będę robił klasyczne odbitki. Aha na allegro kupiłem za 200 zł stałkę 35mm f2.8. W piątek będę miał. Bo na tym Nikonie będę tylko reporterskie robił na dużych czułościach filmu, bo lubię ziarno.

B&W15-011 kopia

To jest właśnie SLOW PHOTOGRAPHY. To jest smakowanie chwili fotograficznej, to jest myślenie co i jak się chcę zrobić. To jest plastyka ziarna i plastyka dawnych obiektywów bez ostrzenia wewnętrznego. Na tym się uczy, bo jest tylko 36 klatek na filmie i trzeba pomyśleć. To radość z oczekiwania; jak wyszło? Oczywiście nie namawiam was na takie przejście. Cieszcie się cyfrą, cieszcie się dobrymi technicznie zdjęciami, po to jest postęp, ale cieszcie się mądrze, a nie jak pewne zwierzę, które skaka po drzewach w Afryce. Oglądajcie zdjęcia fotografów tworzących głównie w XX wieku, unikajcie tych cholernych stron, gdzie amatorzy zamieszczają swoje zdjęcia i są komentarze typy: „klimatyczne”? Co to znaczy? Nic. Albo „Zajebista fota”. Sam kiedyś dostałem takie określenie. Teraz wpadła m i pewna myśl: dlaczego prywatne i państwowe galerie czy muzea itp nie pokazuję zdjęcia mistrzów fotografii. Np. Selgado, Newton, Adams, Eugene Smith. Dlaczego trzeba jeździć po Berlinach, Londynach itp, by obejrzeć te prace. Te różne festiwale fotografii to w 80 procentach słabizna, byle liczba wystaw była duża. Uznaję zasadę; „Jak nie potrafisz , nie pchaj się na afisz”.

B&W15-012 kopia

 

I na koniec sprawa trochę delikatna. Kto ma na zbyciu 7300 lub 4000 zł. Chętnie pożyczę, ale nie bankowo. Oddam w ciągu roku, półtora w równych ratach co miesiąc, a jak sprzedam swą Bronikę to część od razu. Pewnie jesteście ciekawi o  co chodzi? Otóż od 1991 roku krajobraz fotografuję  na Bronice GS-1 6x7cm. Przeszedłem na Bronicę w 1991 roku z Hasselblada, bo kadrowałem do formatu, a z 6×6 trudno mi przychodziło kadrować w prostokąt w poziomie bądź pionie, a takie kadrowanie głównie do kalendarzy i albumów. W Bronice podobny zestaw, tylko o około 30% cięższy. Dla mnie teraz to ważne ze względu na kolana. Na allegro jest do sprzedania dokładnie mój zestaw Hasselblada z 1991 roku. Nowy. Całość zz 7300 zł z drobną negocjacją czyli myślę 6500 do 7000 lub za 4000 zł za standard, body, dwie kasety, filtry i inne duperele. Ja teraz takiej sumy na zbyciu nie mam. Buduje w Mielniku nową szopę, bo drewutnia się zawaliła. Mogę w ramach pożyczki sprzedać swego Canona 7D za 2200 zł. Oczywiście nic sie nie stanie jak nic z tego nie wyjdzie. Pomęczę się na Bronice przez rok jeszcze. Zatem zachęcam wszystkich do SLOW PHOTOGRAPHY I WSZYSTKO JEDNO CZY NA CYFRZE CZY W KLASYCZNEJ, BYLE SLOW I MĄDRZE.

B&W15-003 kopia

ZAGADKA I TROCHĘ O TZW SLAJDACH

Z pewnością niewielu z was fotografowało dużo na slajdach (inna nazwa diapozytyw, potoczna odwrotka). Zrozumiałe. Za czasów komuny dostępne były głównie filmy slajdowe ORWO, które tylko dobrze wywołane nadawały się do oglądania. A z dobrym wywołanie slajdów był kłopot. W nowych czasach pewnie głównie fotografowaliście na negatywach kolorowych, z których robiło się odbitki. Ja od 1992 roku w 95 procentach fotografowałem tylko na diapozytywach. I to na filmach 120 czyli tzw szerokich. Głównie Kodaka, bo odpowiadało mi ich cieplejsze odwzorowanie barw w stosunku do głównego konkurenta czyli Fuji. Zaletą slajdów było głębokie, pięknie wysycenie kolorów (szczególnie przy niedoświetlaniu, a większość fotografów na świecie tak robiła – w Polsce nie wiem dlaczego raczej naświetlano je w punkt albo prześwietlano- pewnie dlatego, że łatwiej z nich się drukowało ( a slajdy to najlepszy materiał do druku – głębokie wysycenie!!!!!), a w Polsce w tamtych czasach z drukiem było nie najlepiej. Wadą – niewielka dynamika: 4-5 przesłony.  Przy pięknym, równym oświetleniu (najlepsze pochmurne niebo – oświetlenie jednorodne) slajd dawał sobie radę. Natomiast przy obiektach kontrastowych niewielka dynamika powodowało, że trzeba było się decydować, czy naświetlamy na światła czy na cienie. I to jak teraz widzę był duży plus, bo po pierwsze trzeba było myśleć i wybierać, a każdy wybór to nasza decyzja mówiąca coś o nas. A po drugie slajdy urzekały niezwykle światłocieniem, mocniejszym lub słabszym w zależności od kontrastu i naszego wyboru naświetlenia. To była piękna plastyka. Widzę to ostro teraz, gdy zacząłem skanować swoje archiwum. Szczególnie to widać jak się robiło na średnim formacie. Ja cyfrą nie próbuję podrobić efektu slajdów. Cyfra to inny świat. Lubi więcej światła (szczególnie RAW) Oczywiście o w obróbce w PS można dodać trochę plastyki, ale ona jest płaska. A juz calkowicie zaprzeczeniem diapozytywu jest tzw HDR, czyli zdjęcia wampiry, bez cieni i często do tego niemiłosiernie wyostrzane. Widzę, że nawet reportażu zaczęli to stosować. Na szczęście WPP odrzuciło 20 procent zdjęć (około 20.000) m. innymi z tego powodu. Zdjęcia HDR to jak zdjęcia robione przez jakiegoś mutanta Robocopa. Są po prostu sztuczne. Ale jeszcze raz podkreślam, ani slajdy ani cyfra nie są lepsze. To inne światy, o czym już pisałem

Dobra, wystarczy ciężkiego i przechodzę do zagadki. Wszystkie zdjęcia w tym wpisie zostały zrobione na slajdach 24×36. W Moskwie, w 1997 roku latem. Na klatce pewnej kamienicy, która jest sławna z tego powodu, że zaistniała w literaturze i to tej najwyższych lotów. Podobno klatka już tak nie wygląda. Jest odnowiona i nie ma możliwości rysowania na niej. Jaka to powieść, jak się nazywa ulica przy której stoi ta kamienica? Te drzwi na piętrze prowadzą do mieszkania, gdzie w powieści działy się dziwne rzeczy. Bardzo proszę o odpowiedzi. To zabawa. Nawet jeśli nie wiecie, to spróbujcie. Podpowiem, że akcja toczy się w latach 30 XX wieku.

MO-113MO-111 MO-110 MO-108 MO-107

DWA ŚWIATY – CZĘŚĆ I. DYSCYPLINA I CZAS

W swoim poprzednim wpisie nie napisałem, że fotografia cyfrowa jest gorsza od klasycznej. Jeśli tak to przyjęliście, to moja wina – źle sprecyzowałem. Chodzi mi to, że fotografia cyfrowa i fotografia klasyczna – to dwa różne światy.  I mimo, że wydawałoby się, że fotografia cyfrowa to jest właśnie to na co wszyscy czekali, to jednak wydaje mi się, że cyfrowa obniżyła poziom zdjęć. Szybkość i łatwość techniczna wykonania zdjęcia stworzyły sytuację, że fotografujący poczuli się prawie zawodowcami. A fotografia cyfrowa podobnie jak dawniej klasyczna wymaga dużej dyscypliny, ciągłego robienia zdjęć, olbrzymiej ilości czasu do jej opanowania,  a tego, szczególnie czasu,  bardzo brakuje ludziom. I dlatego tak rzucili się na aparaty cyfrowe. Że dużo i dobrze. Ale nasz mózg się nie zcyfrował i jest nadal analogowy!!!!Każdy chce jak najwięcej , jak najszybciej – stąd te olbrzymie ilości wykonywanych zdjęć, co powoduje bezmyślne strzelanie, bez myślenia o kompozycji, estetyce obrazu. Miliony byle jakich zdjęć. Coś tam się wybierze. Jak można wybrać coś, jak się nie nauczyło podstaw fotografii, czyli kompozycji i estetyki obrazu, jak się nie zna historii fotografii, historii sztuki, literatury i kółko się zamyka.  Niekwestionowany mistrz, Ansel Adams napisał : “You don’t make a photograph just with a camera. You bring to the act of photography all the pictures you have seen, the books you have read, the music you have heard, the people you have loved.”  To prawda, szczególnie w czasach fotografii cyfrowej. W czasach fotografii klasycznej uczyliśmy się fotografii długo. W praktyce, od kolegów, z książek. A jeśli ktoś miał szczęście i został zawodowcem (przypominam w Polsce nie było wyższych szkół fotograficznych, a jedynie technika-ile? Nawet nie wiem, ale pewnie z 2-3 – jedno na pewno w W-wie) to nauka przyśpieszała. Bo pracy było dużo. Fotografowało się na okrągło. Dużym plusem było to, że redakcja miała określoną ilość (zawsze za mało!!) zawodowych błon.  Myślało się nad każdym ujęciem. Nie liczyły się newsy, tylko dobre fotoreportaże. Ciekawe, że za komuny cenzura puszczała więcej w fotoreportażu niż w słowie pisanym. Uważam, że lata 60 i 70 to złote lata polskiego fotoreportażu.

Ale odszedłem od meritum. Chodzi mi o to, że fotografia cyfrowa stworzyła sytuację, że fotografujący są przekonani, że proces uczenia się skrócił się raptownie, że samemu można oceniać swoje zdjęcia i w ten sposób uczyć się. Nie dajcie się zwariować obłudnej niby łatwości robienia zdjęć aparatem cyfrowym. zwolnijcie, uczcie się kompozycji, oglądajcie najlepsze zdjęcia zawodowców z zeszłego wieku. To był złoty wiek fotografii. Pamiętajcie by jak najlepiej wykorzystać aparat cyfrowy musicie jak dawniej poświęcić temu mnóstwo czasu, trzeba się zdyscyplinować. Czytać, oglądać, jeździć na moje warsztaty (dobra kryptoreklama!!!). Jest też dobry sposób mechaniczny. Karta pamięci 1GB. To mniej więcej 36 zdjęć przy robieniu jpega i RAWa. I to ma wystarczyć na dzień. Jak dawniej. Zaczniecie powoli robić zdjęcia, a nie pstrykać. Ten 1Gb to lepsze od tzw. „stałki”. A dlaczego to dwa światy? Bo fotografia klasyczna narzucała dyscyplinę i wymagała czasu. A w ogólnie panującej opinii, cyfrowa tego nie wymaga. I obawiam się,że to się nie zmieni szybko.  I jeszcze jedna uwaga: fotografia cyfrowa dla zawodowca, szczególnie, takiego, który przepracował gro swego życia w fotografii klasycznej, spowodowała gwałtowny zmniejszenie dochodów, ale przejście do niej odbyło się łatwo, ponieważ my juŻ mieliśmy za sobą naukę fotografii. Oczywiście zdjęcie w nagłówku to dia 6×7 zeskanowane przeze mnie ostatnio. Zrobione w latach 90. Nie do powtórzenia, bo te drzewa na szosie Siemiatycze-Białystok zostały ścięte.

W następnej części DWÓCH ŚWIATÓW  o tym czego brak klasycznej w stosunku do cyfrowej.

PIĘKNYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH ŻYCZĘ WSZYSTKIM

DLACZEGO TEN BLOG ?

Pierwsza myśl o pisaniu blogu poświęconemu fotografii przyszła mi do głowy po opublikowaniu zdjęć które zdobyły nagrody na Sony World Photography Awards 2015. Wybrano ciekawe zdjęcia, które mniej lub bardziej mi się podobały, ale nie w tym problem. Na konkurs nadesłano ponad 173 000 zdjęć ! Przy takiej liczbie zdjęć nie można wybrać najlepszych. To niemożliwe fizycznie, aby jurorzy mogli dokonać tej karkołomnej sztuki. Jestem pewien, że takich zestawów zdjęć nagrodzonych można było wybrać z 500. Inny zestaw jurorów – inne zdjęcia i tak w nieskończoność. Czyli po co konkurs? Nagrodzone zdjęcia to czysty przypadek. Tak uważam. Druga rzecz, która mnie do tego skłoniła to World Press Photo, prestiżowy konkurs fotografii prasowej. Tu z kolei przy około 90 000 zgłoszonych zdjęć odrzucono przy kwalifikowaniu, z powodu nadużywania PS (można napisać manipulacji)  aż 20% zdjęć. Potem jeszcze odebrano Włochowi pierwsze miejsce w serii zdjęć zdaje się w kategorii Lifestyle. Za reżyserowanie zdjęć, a nawet za włączenie do serii zdjęć z innej miejscowości (miały być tylko z Charleroi w Belgii – zdaje się, że tak się pisze). Tę sytuację można już tylko porównać do sportu i dopingu, czyli tak to robić, by było nie zauważone.

Dla mnie to oznacza koniec fotografii. Ktoś powie, że co minuta powstaje milion nowych zdjęć, że fotografia ma się dobrze, ale to nieprawda. Fotografia zaczyna nużyć, przerzucamy kolejne zdjęcia. Niby każde inne, ale wszystkie takie same. To już nie fotografia. Proponuję zatem określać mianem fotografii tylko to co zostało wykonane na filmach, a pliki cyfrowe nazywać pikselografią, plikografią. Niby nadal to światło musi namalować obraz na tych milionach pikseli, ale w cyfrze żywe światło zamienia się w nieżywe piksele.

Oczywiście ja też fotografuję na aparacie cyfrowym, ale to już nie to. Gdy od jakiegoś czasu zacząłem skanować swoje archiwum diapozytywowe i negatywowe, z lat 70. , 80. i 90.,  przypomniałem sobie ten inny świat. Świat żywych obrazów, mimo że pod ziarnem przy dalszym powiększaniu ukazują się zuniformowane kwadratowe piksele.

Chciałbym w tym blogu trochę pomieszać w zastygłej kałuży współczesnej fotografii. Trochę pośmiać się z fotografii i plikografii. Czasami pokazać, ze król jest nagi.