POLSKIE GÓRY-PRACA NAD ALBUMEM

SH-963

Dawno nie pisałem, ale byłem zajęty: jak tu kupić Hasselblada, a ponieważ nie jestem Napoleonem, więc w tym czasie wszystkie inne moje czynności zostały spowolnione i przeszedłem do stanu hibernacji. Hassel już jest i znowu ożyłem. Skanuję teraz materiał do mojego albumu wydanego przez BOSZ w 2007 roku pt. „Polskie Góry”. Oczywiście przed podpisaniem umowy miałem już trochę materiału (15%), ale chciałem albo go odświeżyć albo zrobić miejsca, które dotychczas jeszcze nie robiłem. Pracowałem od wiosny do późnej jesieni. Wszystkie zdjęcia zrobione na Bronica GS-1. Nie miałem wtedy jeszcze żadnego aparatu cyfrowego. Cały ten mój średni bajzel ważył ze statywem i plecakiem 15 kg. W tym czasie wszedłem na około 50 gór i szczytów. Dzięki tej pracy zakrzepica żył głównych lewej nogi cofnęła się w stopniu bardzo wysokim.  Zrobiłem około 450 ujęć, czyli zużyłem około 80-90 filmów szerokich typu 120. Na jednym filmie można zrobić 10 zdjęć. Widzę teraz, że dość często naświetlałem pojedynczo, co przy diapozytywie było trochę ryzykowne. Dlaczego? Tzw slajdy wymagają bardzo dokładnego naświetlenia. Teoretycznie jedno ujęcie powinno być zrobione na 3 zdjęciach, metoda bracketingu, czyli każde ze zmiana naświetlenia o pół przesłony. Dlaczego tak robiłem. juz minęły czasy dobrych zarobków w fotografii i po prostu oszczędzałem. Na plus muszę napisać, że w 95 procentach naświetlenia są dobre, czasami robiłem dwa, gdy nie byłem pewny. Oczywiście miałem światłomierz.

SH-933

Przejrzałem ten album przed chwilą. Oprawa graficzna Marka Wajdy bardzo dobra. Dużo rozkładówek, wstęp Michała Jagiełly tez interesujący. Zdjęcia – dobre, naprawdę. Druk i skany. Tu mam zastrzeżenia, bo teraz przecież skanuję je sam. Nie mam bębnowego, tylko płaski i wiele skanów jest lepszych niż do albumu, mimo, że zatwierdzałem cały materiał, to jednak wtedy mało skanowałem i nie wiedziałem o możliwościach skanera szczególnie bębnowego. Druk – średni. W albumie jest około 120 zdjęć. Tak się właśnie pracowało. Duża dyscyplina i doświadczenie gwarantowało sukces. Z pewnością chętnie bym naświetlał 3 razy jedno ujęcie, więcej robił zdjęć itp, ale po prostu nie było pieniędzy. To już nie czasy lat 1994-2005, gdy forsa z krajobrazów sama waliła do kieszeni. Ale nawet wtedy,  w nas fotografach pracujących jeszcze w okresie komuny, pozostał taki tik oszczędzania. Przynajmniej u mnie. Przecież w redakcjach, szczególnie takich mniej uprzywilejowanych (jak moje) zawsze się oszczędzało, bo było mało (filmy Kodaka, Ilforda i Fuji były kupowane za dewizy).

SH-986

Następny album „Polska Chopina” zrobiłem już w 85% na cyfrze Sony R1. Technicznie i psychicznie (nie ma filmu, nic już nie trzeba płacić) to była inna praca. I niepewność jak to wyjdzie w druku. Nie miałem żadnego doświadczenia. Rozpakowałem aparat i do roboty. Wtedy cyfra w pewnym sensie uratowała cały ten mój projekt. I dlatego jestem tak wdzięczny cyfrze, jakkolwiek głupio to brzmi. Powiecie: wdzięczny, ale teraz cały czas psioczy na nią. Z racji zawodu, doświadczenia i ponad 7 lat pracy znam jej plusy i minusy. Tak jak i filmu cz-b i slajdowego. I wybieram analog, ale cyfry nie wyrzucam. Jeszcze raz powtarzam to dwa światy i każdy może wybrać swój. Cyfra jest inna, a mnie po prostu bardziej odpowiadają walory estetyczne filmów. W tych paru wpisach na blogu przede wszystkim zwracam uwagę na co innego. Cyfra rozleniwiła fotografujących, którzy w… chciałem napisać większości, ale każdy może postawić tu jakie chce słowo określające liczbę/ilość. A toi rozleniwienie prowadzi do tego, że amatorzy, ale i zawodowcy młodzi nie uczą się. Mało fotografują albo idą za moda jak barany (np HDR ) W przyszłym, tygodniu napisze o pewnym konkursie do którego zachęcałem. A na razie zobaczcie zdjęcia z Tatr i pięknego Hassela.

SH-949

SH-987

SH-942A

 

 

8 przemyśleń nt. „POLSKIE GÓRY-PRACA NAD ALBUMEM”

  1. Bardzo ładny aparat. Dowód na potęgę szwedzkiego geniuszu. Gratuluję. Tylko nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że jest to sprawa niszowa. Wywoływanie zdjęć jest wielce kłopotliwe. Dawniej robiło się to w łazience, ku przerażeniu rodziny. Swoją drogą należałoby posunąć się dalej. Jeśli już bawić się w estetykę fotografii klasycznej to propunuję aparaty wielkoformatowe, typu Linhof. One to dopiero zmieniają efekt końcowy uzyskiwany na zdjęciu. To prawdziwy Adams.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Ansel_Adams#/media/File:Ansel_Adams_and_camera.jpg

    Czy lubimy to czy nie, jesteśmy w zapędzonych czasach i w erze fotografii cyfrowej. Każdy z nas w to zainwestował i na oko, przypuszczam, jest ze swoich decyzji zadowolony. Oczywiście i fotografii cyfrowej trzeba sie nauczyć. To jasne. Należałoby spróbować odtworzyć estetykę Adamsa za pomocą tego sprzętu, który mamy, czyli cyfrowego. Ja uważam, że można się do tego zbliżyć. To musi dać się zrobić za pomoca cyfry. Może metodą wielkrotnych zdjęć robionych przy różnych paramatrach? 50 Mpix powinno wystarczyć?

  2. To jeszcze raz ja. Przyszło mi do głowy, czy aby nie dałoby się osiągnąć efektu „Adamsa” w krajobrazach wykonując serii zdjęć w celu „skonstuowania” panoramy i zrobić to aparatem o dużej dymamice. Często się mówi, aby nie robić to co wszyscy. Proponuję więc kamerę Sigma. Jest ona kiepska przy słabym oświetleniu, ale przy dobrym świetle przewyższa wszystkie, a jej obiektywy są doskonałe. Na przykład Sigma SD1M, która przewyższa dynamiką Canona EOS 5D Mk III, Canona EOS 60D i Nikona D7000. Przy tym jest kilkukrotnie tańsza.

  3. Czy nie jest tak, że aby uzyskać jeszcze większą dynamikę obrazu należy wykonać co najmniej 2 zdjęcia. Jedno tak aby niebo wypadło dobrze, nie za jasno, a drugie tak aby najciemniejsze partie zdjęcia były dobrze naświetlone, nie za ciemne. Można prawdopodobnie wykonać więcej zdjęć. Należy je robić ze statywu, szybko, aby chmury nie zdążyły się poruszyć. Gdy się ruszą zdjęcie wyjdzie nieostro. I połączyć je w PS. Manipulując parametrami w aparacie można dojść do ciekawych efektów, tak mi się wydaje.

  4. Och,Piotrze, fotograf na wolnosci przejawia kompleks narcyza. Starzejacego sie Narcyza. Wybacz, ale takie mam odczucia, kiedy czytam Twoje wynurzenia. Nie Hasselblatt, nie Bronica, ale dziurka od klucza moze byc najlepszym otworkiem by wpuscic swiatlo na matryce, negatyw, diapozytyw, cokolwiek swiatloczulego… Wszystko jest w mozgu i on podpowiada nam, jaki obraz chcemy stworzyc, technologia jest sprawa wtorna. Dlaczego uwazasz, ze myslenie jest zarezerwowane dla „starych” ???
    przepraszam za brak znakow diakrtycznych, pisze na tabulaturze francuskiej.
    PS. Kto zwyciezyl w konkursie-zagadce, ktora zadales jakis czas temu?

  5. No tak , teoretycznie rzecz biorąc miałam dopiero teraz wracać od Piotra z warsztatów, niestety pierwszy raz od 100 lat musiałam w sobotę iści do pracy.
    Początkowo pocieszałam się ,że pogoda nieczyjaka. Przeglądając album ” Góry Polskie” pomyślałam- tak naprawdę góry mogą dla mnie nie istnieć. Oczywiście zaliczyłam Tatry, przeszłam od Ciemniaka do Kasprowego Wierchu, zaliczyłam Świnicę, zastanawiałam się nad Kościelcem, ale… Góry są piękne, są potężne, ostre w swych rysach, ale nie łapią mnie za serce. Zdjęcia obejrzałam po raz kolejny z przyjemnością. Góry same w sobie są strasznie statyczne, potrzebują ,żeby zaistnieć dodatku. A to zmarszczonej tafli wody ( tak, bo tu źle uchwycona woda pogłębia wrażenie braku życia , przemijania w górach), a to zwału chmur,mgły lub ruchu drzew , traw. Zrozumiałam co oznacza pogoda dynamiczna i zaczęłam żałować ,że nie mogłam pojechać na warsztaty. No nic, wszystko jeszcze przede mną

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *