RADOŚĆ Z PANOWANIA NAD MATERIĄ FOTOGRAFICZNĄ

Dawno nie pisałem, ale dzisiejszy ranek po prostu zmusił mnie do tego by zrobić ten wpis na blogu. Obudziłem się równo o 5, wyspany. Kawa. Saper. (I`m addicted) i na rower i nad staw. Aparat leżał na stole. Wziąłem na ramię. Pojechałem drogą nad samym Bugiem. Łąkami. Nie pamiętam tylu kwiatów na tych łąkach. Zdjęcia same rzucały się pod nogi jak Syreny po przepłynięciu Ulissesa, albo w innej historii starożytnej. Już nie pamiętam. I zacząłem fotografować.  Radość. Tak to mogę określić. Doskonale wiedziałem o co mi chodzi. Wiedziałem kiedy ze względów technicznych zrezygnować. Ale ten piękny ranek, nawet bez aparatu byłby wspaniały. To jest wolność fotografowania, gdy ono juz ci nie przeszkadza w podziwianiu…ponieważ materie fotograficzna masz w małym palcu. To tak jak Adams w zdjęciu „Księżyc nad Hernandez”. (Moonrise, Hernandez – ja to nazywam po swoim jak obok-przyzwyczaiłem się). Zdjęcie bestseller. Adams zrobił około 1300 autorskich odbitek. Mimo tej liczby osiągają zwrotne ceny na aukcjach. Jechał, zobaczył, szybko ocenił światło i zrobił.

Pierwsze żdjęcie. Takie sobie

Ale chciałem już wcześniej w ogóle napisać  blog o rozmnożeniu się programów do wywoływania RAWów i katalogowania zdjęć. Juz w poprzednim blogu napomknąłem o tym. Lightroom (Nie lubiłem) ma teraz tak liczną konkurencję.  Głowa pęka, a podobno jeden lepszy od drugiego. Po przejściu na Maca nie chciałem kupować PS za 3000 zł, a mój CS4 albo 5 (juz nie pamiętam) nie chciał się wgrać na Maca z 2015 roku. I kupiłem amerykańska wersję PS Essentials  za 150 zł na Allegro. Jako, że zawsze byłem przeciwnikiem zbyt mocnego używania PS, więc to mi wystarcza. Ale rok temu skusiłem się na program typu Lightroom – konkretnie DxOOpticsPro 11. Wcześniej próbowałem wersję 10. Bardzo dobry. Ma juz takie dwa jakby presety, które poprawiają zdjęcia o za dużym kontraście lub za małym. Działa to dobrze. Można z tego nie korzystać i suwakami jeździć. Przejrzysty. Z niego też korzystam, gdy chcę z RAWu maksymalnie wyciągnąć coś. Np zająca z szapoklaka. Ale od 2 lat pojawiły się ponadto: Affinity Photo, Luminar, ACDSee Ultimate, Capture One Pro (zrobiony dla średniego formatu), Corel After Shot Pro, ON1, Lightzone (darmowy), Photo Ninja i jeszcze kilka innych. A do tego zaczęły się pojawiać programy  specjalne tylko dla krajobrazów, dla portretów itp.

Już lepiej

Oczywiście, czasami zdjęcie trzeba podkorygować, szczególnie gdy chodzi o kontrasty, ale nie wierzcie tym, którzy reklamują te programy, jako panaceum na wasze zdjęcia i że używając  wasze zdjęcia będą lepsze, najlepsze. Z gówna nie zrobi się złota. Chodzi tez i o moje gówno od razu piszę.

Już nad stawikiem

Do tego część tych programow ma tzw presety, czyli pewne ustawienia,ktore tworzą zdjęcie np jako stare, albo bardziej kontrastowe i ostre itp itd. Ten co ja używam, czyli DxoOptics jest już na rynku kilka lat i nie należy do tej nowej fali. Ale DxO poszedł inaczej. Ma program DxO Fim Pack, gdzie ma presety ponad 80 znanaych filmow cz-b i kolorowych. Plus jeszcze ich własne presety. Wezmę go, jak wrócę z warsztatow w Anglii wersje demo na 30 dni i opiszę czy coś warta.

Ten pan nie pływał

6 powyższych programów  miałem na próbę. I różnice małe. I nie chodzi mi nawet o jakość wywoływania RAWów, ale tzw interfejs i obsługa. To co czytałem i juz 3 lata temu zauważyłem Capture One Pro ma najdoskonalsze wyostrzanie (mało widoczne) i doskonałe przejścia tonalne zarówno w kolorze jak i w tonacji. Ale to różnica typu 2-5 procent, czyli żadna różnica. Zawodowcy oprócz Lightrooma wybierają najczęściej Affinity i Capture One Pro. Ale ten ostatni dość drogi. Wielu znanych zawodowców jest „twarzą” jakiegoś programu, ale co naprawdę używają – to ich sprawa. Teraz np Luminar jest tani i istnieje wersja już na Windows. Dotychczas był tylko dla Maców. Próbujcie wersje próbne od 10 do 30 dni za darmo. Najlepiej mieć jeden taki program. Wybór olbrzymi.

To według mnie najlepsze

I na koniec chciałem napisać dlaczego połączyłem moje poranne odczucia z informacjami o tych programach. Jak już się panuje na fotografią technicznie (te programy to tylko technika) i estetycznie, to ingerencja tych programów powinna być minimalna. W zestawie zdjęć, fotografie stawiku są poprawione w DxO. Tam był taki kontrast, że bez tego nie obeszło się. Sami oceńcie rezultaty. Inne zdjęcia prosto z aparatu

Już blisko domu

 

 

 

FOTOGRAFIA ZACZYNA SAMA SIEBIE ZJADAĆ

Pamiętacie kryzys z 2008 roku. Był to skutek neoliberalnych praktyk, bez moralności, bez etyki. Tylko chciwość i żądza zysku. To samo teraz zaczyna się dziać w fotografii. Prawie wszystkie firmy związane z tą branżą wciskają coraz to nowe produkty, które i tak juz nic nie zmieniają. Ani jakości technicznej a tym bardziej estetycznych walorów zdjęć. Ktoś na tym zarabia, ale na pewno fotografia na tym traci.

Kto kupuje to wszystko?  (kilka przykładów dalej). Głównie amatorzy, którzy koniecznie chcą być artystami. Oczywiście nie wszyscy amatorzy są tacy. Pewnie nawet większość nie, ale musi być to znacząca liczba, skoro opłaca się wprowadzać te nowości na rynek i to w takich ilościach, by na tym zarobić.

O co mi chodzi. Np ostatnio pojawiła się coraz większa liczba programów do obróbki zdjęć, wywoływacze  RAWów. Kolejne wersja Lightrooma. A to inny program do krajobrazów i już jesteś Charlie Waite albo nawet i Ansel Adams, a to inny do portretów i nagle z dnia na dzień stajesz się np Avedonem albo jakimś bardzo sławnym, bardzo modnym działającym obecnie fotografem portretowym. Ich głównym zajęciem tych modnych fotografów jest  by każdy widz mógł dokładnie policzyć ile nieogolonych włosków jest na brodzie jakiegoś tam celebryty. A to inny program tylko dla piesków, tak aby twój prosty kundelek  stał się, modnym…no nie wiem buldożkiem francuskim. I jest tego więcej. Ale co gorsza, wszystkie te programy mają mnóstwo presetów, czyli gotowych rozwiązań kolorystyczno- estetycznych itp, by za jednym kliknięciem zdjęcie twojego krajobrazu sprzed okna (cholera, ciągle ten sam nudny widok) stworzyć rajskie ogrody ułudy. To niebezpieczne. Bo w tym wypadku juz w ogóle nie trzeba myśleć, czegoś  się nauczyć, po prostu pstryk. I najlepiej nikomu nie mówić, tylko chwalić się ile to pracy kosztowało. Takim prekursorem był Instagram. Znacie moja opinie na jego temat A może po prostu wszyscy chcą być tacy sami i nie chcą siebie znaleźć. Patrz Musil „Człowiek bez właściwości”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Inna działka. Obiektywy. Klasycznym obiektywem w latach klasycznej był oczywiście 50mm, światło 1.4. każda firma miała taki. Nieduży, lekki, jasny!!!!. Na zdjęciu wyżej mój od Olympusa. Olympus robił korpusy i obiektywy małe (rewolucja).  Podobny obiektyw Nikona czy Canona był trochę większy i trochę cięższy. Ale oto firma Sigma wprowadziła na rynek serię ART. Wiecie co to znaczy ART!  Jest to słowo, które przyciągnie te rzeszy „artystów”. Jest w tej serii i standard. 50/1.4 Olbrzym. Waga 800 g, rozmiar około 8 cm długości 13 soczewek w środku, Aha acena około 4000 zł. Znajdziecie łatwo na Googlach Dlaczego wprowadzili na rynek. Bo rozdzielczość matryc jest coraz większa i ten obiektyw im dorównuje. Tak naprawdę, o tylko amerykańskie liczykrupy pikselowe w ten sposób oglądają zdjęcia. Pewnie nawet nie wiedza co jest na zdjęciu, bo tak zaciekle liczą te piksele w rogu. Pachnie średniowieczem , gdy co poniektórzy z kościoła liczyli ile diabłów zmieści się na końcu szpilki. Oczywiście wyścig matrycowy to też sztucznie stworzona iluzja, że będziesz kimś, jak kupisz pełną klatę z 40 mln pikseli. JUż opisałem w którymś z poprzednich blogów o interesie z konkursami. Na razie starczy. Wyścig trwa. Ja spokojnie sobie leżę na trawie i patrzę w piękne białe obłoki. I to samo wam radzę robić. Oczywiście od czasu do czasu również nacisnąć spust aparatu

I jeszcze jedna sprawa. Prosił mnie Janusz bym coś o tym napisał. Finał tegorocznego Grand Press Photo, a dwa miesiące (zdaje się ) wcześniej WBK Press Photo. Dlaczego dwa konkursy w Polsce z tej samej dziedziny? Nie wiem. Może pieniądze. Jeszcze raz obejrzałem zdjęcia z obu konkursów. Wszystkie w normie. W tym roku w GPP pierwsze miejsce zajęło zdjęcie, podobne do tego, które zajęło pierwsze miejsce w WBK PP w zeszłym roku i vice versa. Może to klony te konkursy. Nie wiem. Zdjęcia w normie, Janusz. Nie można się wszystkiego czepiać. Według mnie nie ma definitywnych knotów. Może niektóre serie robione silę, ale może. Wziąłem też i ja udział. W kategorii Dokument, czyli zdjęcia zrobione w jakiejś to przestrzeni czasowej. Moja przestrzeń rozciągała się od lat 80. zeszłego wieku do lata 2015-2016. Ilustracja do tego wpisu to właśnie osiem  fotografii z tego cyklu. Czy widzicie o co mi chodziło? Licze na jakieś odpowiedzi w końcu po to się pisze, by był jakiś odzew. Podobnie jak w piłce nożnej, gdzie jeszcze nie kwestionuje się kamerą decyzji sędziego, tak i ja nie wypowiadam się na temat wyboru dwóch serii do nagrody z dziedziny Dokument. Dla mnie to trochę naciąganie dawanie tych zdjęć i aż tyle do tego działu. Oto linki do tych konkursów.

www.grandpressphoto.pl

www.bzwbkpressfoto.pl

To tylko część tego co wysłałem na konkurs (min 15). Przeplatane stare-nowe. czekam na odpowiedzi

 

 

CHODZI MI O TO, ABY JĘZYK GIĘTKI…

Chodzi mi o to, aby język giętki

Powiedział wszystko, co pomyśli głowa:

A czasem był jak piorun jasny, prędki,

A czasem smutny jako pieśń stepowa,

A czasem jako skarga nimfy miętki,

A czasem piękny jak aniołów mowa…

Aby przeleciał wszystka ducha skrzydłem.

Strofa być winna taktem, nie wędzidłem.

Słowacki. Beniowski

     To moje. Łazienki.

To właśnie. O co mi chodzi? O to samo, ale w dziedzinie fotografii. Dlaczego ciągle te krótkie, tak naprawdę nic nie znaczące : „klimatyczne, wspaniałe, niezwykłe” itp, itd. A zdjęcia, często zreszta w porządku, są dobre. przeciętne, takie sobie, czasami trafią się naprawdę dobre fotografie…no i co wtedy jakie słowo nam zostaje. A może „Niezwykle, wspaniale klimatyczne”. Dewaluacja słów szczególnie tych określających jakość, poszła strasznie daleko i dlatego podobnie jak zdjęcia, słowa te wchodzą i wychodzą, nie naruszając ani jednego neutronu w naszym mózgu. To już lepiej stawiać te „lajki’. Wychodzi się przynajmniej na intelektualistę snoba, bo prawdziwy intelektualista nie zagląda na FB. Dlaczego o tym piszę. Bo jeden z moich byłych uczestników warsztatów otrzymał propozycję zrobienia zdjęcia z niezwykłego miejsca. Udał się tam i sfotografował kawałek W-wy. Zrobił kilka zdjęć, ale to które zamieścił, miało poważny błąd.  Lewa strona (to rodzaj panoramy) nie równowagi między światłami a cieniami. Jest tam w środku po prostu czarna dziura. A miał tez inne, jedno szczególnie dobre. To jest kwestia dalszej nauki i z czasem takich błędów nie będzie popełniał. Ale mnie chodzi o odzew. nawet nie jednosłowny, ale stwierdzenie, że on ma dar od Boga. No to od kogo ja mam? W końcu fotografuję 45 lat i robię to, chociażby z powodu dłuższego stażu, lepiej. Od diabła? Tak jak wszędzie pismaki i kościół oczerniał Paganiniego, że posiada konszachty z diabłem. Może ja też? Czytam teraz „Potępienie Paganiniego” Winogradowa. Oto to zdjęcie mego uczestnika.

Wiem, że FB nie jest typowym portalem fotograficznym z uczestnikami. Ale sytuacja na takich prawdziwych fotograficznych, gdzie każdy może ocenić zdjęcie drugiego, jest podobna. Gwiazdki, wspaniałe, niezwykłe, piękne, i tak do końca świata.

Ale na koniec tego króciutkiego blogu tym razem optymistyczna informacja. Wpiszcie PokochajFotografie.pl Całkiem niezłe pismo internetowe o fotografii. Różnorodna tematyka. Na koniec tez z Łazienek ale nie nokturn.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

 

CZY ISTNIEJĄ TZW. SERIOUS AMATEURS CZYLI POWAŻNI AMATORZY

Wpis ten przeleżał się trochę nie publikowany, ale nie miałem zdjęć by go jakoś ziliustrować, a że od kilku dni skanuję wiosnę z lat 90. więc teraz go daję 

Mielnik. Jeszcze brama drewniana

Oczywiście nie będę znowu w kółko powtarzał co juz znacie z tych moich wpisów na tym blogu. Do tego są Święta (kursywa te dodatki, które są świeże). Ale miałem niedawno w czasie spaceru taką wizję. Właśnie to zdanie tytułowe i jego zakończenie.

Bieszczady. Tu była dawniej wioska

Czy istnieją poważni amatorzy, a jeśli nie, to czy istnieją poważni zawodowcy?

Dęby Rogalińskie

Takie ogólne stawiane pewnego problemu jest demagogiczne (czasami tzreba być demagogiem, by was rozruszać, co i tak się rzadko udaje) bo z pewnością istnieją, ale w całej masie fotografujących mało jest poważnych i amatorów i zawodowców. Amatorów mało, ponieważ nie mają czasu w pogoni za chlebem, a zawodowców też mało, bo mało kto zarabia teraz należycie fotografując. I nie tylko moje skromne zdanie, ale także Elliotta Erwitta, który w czasie podpisywania swego ostatniego albumu „Moje Kobiety”, taką dał radę tym, którzy chcą być zawodowcami: „Znajdźcie sobie dobrze płatną pracę, tak by wam pozwoliła poważnie zając się fotografią jako amatorzy”.  Słuszne zdanie, bo zawodowcy (oczywiście nie wszyscy, ale zdecydowana większość) gonią za zarobkiem, obniżając swój poziom i wymagania finansowe, aby jakoś związać koniec z końcem. Oczywiście sa jeszcze tzw zawodowcy-artyści. Ale ci mają na ogół dobre posadki na uczelniach artystycznych , w domach kultury itp i tworza swoje konceptualne dzieła, które w dużej mierze są do niczego. takie wymyślania, na ogól z tak mądrym tekstem, że mało kto jest w stanie go zrozumieć. Patrz Prażmowski (przepraszam Ciebie, ale tym Miłoszem sam się podłożyłeś)

Sudety. Pierwsze zielone listki wiosenne

Istnieją jeszcze zawodowcy-rzemieślnicy, czyli moi koledzy od ślubów, eventów, bywalcy imprez z celebrytami itp. Widziałem niedawno taki reportaż ze ślubu w Stanach. Zrobiony przez zespół zawodowców. Hmm, jak to określić jednym, dwoma słowami: walka kiczu ze szmirą.

Zmierzch pod Łowiczem. Do dzisiaj pamiętam, że tam z robiłem

Dlaczego tak jest? Bo do fotografii weszły olbrzymie pieniądze, zarówno w sferze technologicznej, jak i marketingowej. Pisałem też o tym. I ta forsa w małym procencie trafia do fotografujących. Ona idzie równiutka i w dużych liczbach do tzw inwestorów itp ludzi interesu. A duża forsa wszystko psuje. Kto jest takim idealnym poważnym amatorem?  Vivian Meyer No ale nie każdy może być nianią.

Bug w miejscowości Nur

Ponieważ istnieje piękny zwyczaj składania sobie życzeń z okazji Wielkanocy, więc ja tez wam życzę byście mieli jak najwięcej czasu na fotografowanie i podnoszenie swych umiejętności

 

TO SIĘ MA ALBO NIE MA

Poland. Field of rye
Poland. Field of rye
Poland. Suwalski region. Zelwa Lake
Poland. Suwalski region. Zelwa Lake

Zastanawiałem sie ostatnio czy fotografii można sie nauczyć. Głupie pytanie prawda? Oczywiście , że można. Ileś tam osób kończy szkołę fotograficzną, ale tylko niektórzy coś znaczą. inni istnieja, pracuje, nawet sa często znani, modni, na świeczniku (czesto to bywa), ale w gruncie rzeczy to zwykli fotografowie. A inni, tych jest zdecydowana mniejszość, mają to coś, co powoduje, że ich zdjęcia żyją, że ich się od razu poznaje. Przynajmniej tak było do czasu pojawienia się cyfry.

Poland. Traditional field and meadow
Poland. Traditional field and meadow
Poland. Sunflowers
Poland. Sunflowers

W czasach komuny, gdy zaczynałem fotografować nie było żadnych szkół. Przyszli zawodowcy uczyli się sami, w kółkach fotograficznych, towarzystwach fotograficznych. Podglądali głównie zdjęcia polskich kolegów, wtedy juz zawodowców, bo dostęp do zagranicznej prasy fotograficznej był ograniczony. Ja zawsze polowałem w EMPIKU na AMATEUR PHOTOGRAPHER – angielskie pismo fotograficzne. U nas istniało takie trochę amatorskie FOTO, a za Gierka pojawiła się FOTOGRAFIA. Czasami w miesięczniku SZTUKA też coś było o fotografii. I w tych ciężkich czasach pracowało wielu fotografików, którzy nie tylko fotografowali, ale też mieli to coś, to coś… fotograficznego do powiedzenia.

Poland. Baltic Sea
Poland. Baltic Sea
Poland. Baltic Sea. Strom is coming
Poland. Baltic Sea. Strom is coming

W tamtych czasach każdy zawodowiec, poważny amator wiedział, że w reportażu jest np Jałosiński, że moda to Avedon itd. Tych co mieli to coś, było sporo. Reszta pracowała, robiła dobre i bardzo dobre zdjęcia, ale właśnie brakowało jej tego ostatniego szlifu…wielkości. Tak np jak ja w fotoreporterce. Dobry, ale …nie najlepszy, mimo kilku naprawdę interesujących reportaży i pojedynczych zdjęć.

Poland. Tatra mountains seen from Glodowka
Poland. Tatra mountains seen from Glodowka

I dopiero porzucenie w 1992 roku reporterki i przejście na wolnego strzelca-krajobrazistę wyzwoliło we mnie rasowego fotografa krajobrazu, który ma to coś. Wydaje mi się, że w latach 1994-2005 byłem w pierwszej trójce krajobrazistów polskich. Być może nawet byłem najlepszy. Przychodzi mi ta myśl teraz gdy od miesiąca skanuję swoje diapozytywy z lat 90. i początku XXI wieku. Ten wpis ilustrowany jest tymi zdjęciami. Nie mówiąc już o 10 albumach i 27 kalendarzach firmowych.

Poland. Storch on a treee during sunset
Poland. Storch on a treee during sunset

I wracając do meritum czyli czy się ma czy się nie ma tego czegoś. Powiem otwarcie – wraz z cyfrą zniknęli fotografowie z tym czymś i wszyscy staliśmy się pstrykaczami-snapshooters. Przy takim zalewie zdjęć nie ma innego wyjścia. I tym optymistycznym akcentem zakończę ten wpis. Co myslicie o zamieszczonych zdjęciach?

Poland. Baltic Sea. before a storm
Poland. Baltic Sea. before a storm

PS Pod zdjęciami angielskie podpisy bo to te które wysłałem do swojej agencji AGE. Co ciekawe przy wysyłaniu 100 zdjęć ze skanów z dia 6×7 na ogół wybierają do 40 do 60 %. Przy wysyłaniu plików z cyfry ta liczba to 20-35 %

 

MOJE ŻYCIE NA INSTAGRAMIE

Beksiński 1

Zdjęcie tytułowe to Instagram rok 1990-91. Ponadto całość ilustrowana jest moimi portretami znanych osób z lat 80. Pewnie poznajecie wszystkich. Od około tygodnia jestem na Instagramie. W ciągu ostatnich lat, gdzieś mi się zawsze pojawiał, ale opuszczałem szybko, bo głównie były to jakieś zdjątka. No tak należy to nazwać. Podobnie jak na FB wrzuca się tam wiele śmiecia. Ale w pewnym sensie, za namową kolegi otworzyłem tam swoją stronę i teraz codziennie rano wrzucam tam jedno swoje zdjęcie. Moja nazwa na Instagramie to plotnik55555 Ktoś tam mnie obserwuje, ja tez kogoś tam obserwuję.  Raz zdecydowałem się i jakoś spróbowałem znaleźć strony, które by mi odpowiadały. Dodałem mego „mentora” reporterskiego Eugene Smith. Mam Salgado, ale tak naprawdę trudno mi znaleźć kogoś interesującego. Pewnie są, ale trzeba szukać.

Beksiński 2

Kilka uwag, które są na świeżo i być może w przyszłości zmienię swoje poglądy.

Beksiński 3

*Instagram to kolejne narzędzie rozmydlające fotografię. Ale to cyfra zaczęła i tego się nie odwróci. FB ma te przewagę, że teoretycznie teksty odgrywają, a przynajmniej powinny odgrywać tam jakąś rolę. Chociażby moje wpisy o śmierci Davida Hamiltona. Jakąś tam rozmówkę zrobiły, oczywiście za sprawą Janusza. Dobrze. To jeden z nielicznych, którzy reagują. Często z nim się nie zgadzam, ale najważniejsze, że pisze. Jest wymiana. Dziś na Oku fotografii dokładnie to co myślę o Hamiltonie. Obejrzyjcie. W ogóle to Oko fotografii to jeden z ciekawszych portali fotograficznych www.loeildephotographie.com Dają tam dużo klasyki, ale też nie stronią od nowych nazwisk, wystaw, trendów. Wracając do tego wątku. Nie wiem, czy jeszcze pojawi się narzędzie bardziej rozmydlające fotografię, ale przydałoby się, by na Instagramie się zakończyło. Slow life-slow photography. To dobre hasło.

Wrzesińska-aktorka
Wrzesińska-aktorka

*Chęć zaistnienia. Ludzie na potęgę dzięki cyfrze fotografują. Jedni się uczą, inni nie, tylko robią coraz więcej zdjęć. I wrzucają to na Instagram. Każdy teraz chce zaistnieć, ja w pewnym sensie też, tylko że ja już dawniej zaistniałem i swoje 5 minut w fotografii miałem i wykorzystałem je w 100%. Teraz juz tylko fotografuję dla czystej przyjemności,  szczególnie na filmie. Np na Instagramie jest Piotr Pelak. I ma tam mnóstwo zdjęć: lepsze gorsze, ale ogólnie całkiem niezłe. I co? Istnieje w kręgu iluś tam osób. Obecnie zaistnieć to sztuka prawie niemozliwa, szczególnie w fotografii.

Maksymiuk - dyrygent

 

 

*Nawet wielcy tam są. Oczywiście, tylko, że oni nawet prawdopodobnie nie mają o tym pojęcia Robią to automatyczne algorytmy. Więc dlaczego tam są? Pewnie prawa rynku. Ale np Eugene Smith juz od dawna nie żyje. Obserwuję jego stronę jego fundacji. I tak dla kawału przeleciałem kogo ta fundacja obserwuje. I jest tam np kirapollack. Jest ona Time director of photography. A na jej stronie dzieciaki, rodziniaki itp. Głównie. Gdzie Rzym, gdzie Krym? Z jednej strony fundacja poświęcona jednemu z tych największych a z drugiej rodzinne (głównie zdjęcia pani Kiry Pollack z Time). Nie łapię tego, niestety. Nie jestem wielki i zarówno moje strony na FB i na Instagramie zostały mi zaproponowane przez innych. Z FB trochę skorzystałem, bo iluś tam uczni miałem z FB. Czy skorzystam z Instagramu. Pewnie nie Przypadki, że ktoś tam coś tam skorzystał są pewnie 0.000005% przy tej masie uczestnikówi jeszcze większej masie zdjęć.

Maja Komorowska - aktorka
Maja Komorowska – aktorka

*Więc po co? Nie wiem. W końcu czegoś nie wiem. teraz z trochę innej beczki. Wczoraj po obiedzie całkiem niechcący obejrzałem film dokumentalny, angielski o „Zmartwychstaniu” Piera della Francesca. Obraz znajduje się w ratuszu w San Sepulcro w Toskanii. Znam, ale nie widziałem na żywo. To niezwykły obraz. Ten dokument bardzo go przybliżył. Jeśli będę znowu w Toskanii koniecznie udam się do San Sepulcro. To jeden z celów mego życia. Instagram zbladł, może się rozpłynie.

Michnik
Michnik

*Plus? Jazz Eager modelka z Londynu używa Instagramu by poinformować swoich fanów obserwujących o całej prawdzie panującej w showbiznesie modelowym. Że jest za gruba, mimo że ma niedowagę itp itd. jazzegger Poczytajcie. To głównie te najnowsze wpisy.To mi się podoba, w końcu każdy medal ma dwie strony, prawda? A z drugiej strony te zdjęcia są takie same jak inne. Ładna, ale lalka Barbie. O Jezu, znowu narzekam

Janowska - aktorka
Janowska –
aktorka

Ten post ilustruję swoimi zdjęciami portretowymi z lat 80.

 

KONKURSY, WYSTAWY ITP, ITD

W ostatnim wpisie obiecałem zająć się konkursami. Wysłałem jedno moje zdjęcie. Uważam je za może najlepsze jakie zrobiłem. To nie krajobraz. Jest poniżej. Wysłałem je na MIFA (Moscow International Photo Awards) i na Family of Man Competition (część International Photo Awards). To taki odprysk International Photo Awards. Sam tytuł nawiązuje do sławnej (kultowej jak teraz się mówi) wystawy fotograficznej wymyślonej i zorganizowanej przez Edwarda Steichena w latach 50.  objazdowej wystawy FAMILY OF MAN   Wpis tylko po angielsku, polskiej wersji nie ma. Zdjęcia ilustrujące ten wpis sa w pewnym sensie przypadkowe, oczywiście oprócz tego poniżej i tego na okładce.

crep-1367

W obu konkursach moje zdjęcie zostało wyróżnione. Ucieszyłem się, ale gdy zobaczyłem ile zdjęć jest wyróżnionych i w jednym i w drugim oraz ile zdobyło główne nagrody w różnych kategoriach i podkategoriach – to ręce mi opadły. W Moskiewskim wyróżnionych było ponad 500 zdjęć. To absurd. Każde zdjęcie, które chcemy by wzięło udział, musi być opłacone. W Moskwie to było 20 dolarów, w Stanach nie pamiętam, trochę może więcej. Ile zdjęć wzięło udział nie podano, ale podejrzewam znając mniej więcej obecne trendy 50.000 – 100.000 zdjęć. 20 $ to cena za jedno zdjęcie. Za serie płaci się więcej. Przy 50000 wyszło mi równy milion dolarów w opłatach. Pula nagród to około 20.000$ Dobry interes. W tych konkursach jury to około 40-50 osób związanych z przemysłem fotograficznym. Tego nie można juz inaczej nazwać. I takie sobie dla kawału. Nie wiem czyje.

4675

Kto za tym stoi? Może jakaś fundacja, organizacja, mafia? Nie, jeden człowiek Hossein Farmani. A może właśnie mafia. Może fotografia daje więcej niz burdele? Ułatwię wam i podam linki do jego stron.  To jedna. Druga. Jest na FB . Ma galerie (3), ale tylko otwierane na życzenie. Parę tygodni temu po kroju liter odkryłem też, że stoi za TIFA, czyli Tokyo International Photo Awards. Bo oczywiście stoi też za tym konkursem z Moskwy. To zdaje się tak działa jak te głupie programy typu Must be the Music. Kupuje się licencje na produkty Farmaniego. Ile „ma” takich konkursów nie wiem. Nie chiałem marnować czasu na szukanie. Ale te wspomniane na pewno. Na tych linkach na górze ich nie ma. Tam i tak jest mnóstwo interesów. Powiecie, że to wspaniała działalność, bo szerzy ideę dobrej fotografii itp, itd. Nieprawda. W świecie cyfry, gdzie fotografia w ogóle zdeprecjonowała się, to kolejny kamień na jej grób. Bo całość jest marketingowo cholernie przemyślnie wymyślona. Terminy są często przesuwane raz, dwa, a nawet trzy razy. O miesiąc. Tak było w moskiewskim i w amerykańskim. Tak było i w tegorocznym International Photo Awards (to sztandarowy konkurs  Hosseina). Dlaczego. Proste. By wpłynęło jak najwięcej zgłoszeń. Poczytajcie sobie ten ostatni link jakie ceny, itp, itd. W jury około 100 ludzi. To absurd. Mnie wyszło, że przychód to minimum 3.500.000 $ Pula nagród 22000 $. To jest biznes. Kapitał wszystko wykończy. A to wyróżnienie było dostępne na stronie internetowej i można było je sobie wydrukować. Wydrukowałem na zwykłym papierze biurowym drukarka laserową za 250 zł. Do wglądu. Wystarczy.

mielnik-097-z-radziwilowki-klukowicze-copy

I teraz pytanie? Czy brać udział w konkursach. Pisałem już, że obecnie przy tylu biorących udział z tak wielką liczba zdjęć – to właściwie nie ma sensu. Bo i tak nie wybiera się najlepszych, tylko najlepszych, ale takich zestawów najlepszych może być i sto. To nawet nie loteria. To totolotek przy wyborze 6 liczb, ale… na 100, a nie 49. Czy weźmiecie czy nie i tak inni nabiją kabzę Irańczykowi (Farmani jest Irańczykiem z amerykańskim obywatelstwem). Albo jemu podobnym. Nie śmiałbym się gdyby prawdziwa wersja jego życiorysu mówiła, że jego ojciec działał w SAVAK za Pahlaviego. zobaczcie sobie co to było. Bo oficjalnie to syn. hutnika. Starczy, bo nadleci dron i wbije mi rakietę, gdzie nie trzeba. Ponadto zawsze istniała moda na pewne typy fotografii itd i takie zdjęcia często wybierano. Teraz jest moda na wszystko, czyli na nic, czyli na to co ciągle męczy nasze oczy. Będę nudny, ale obejrzyjcie te zdjęcia. To mi się podoba.A niżej wspaniałe zdjęcia Nicholsona zrobione przez Harry Bensona.

0aaf52b354f5d58bc3f42a8ca4ce33a8

Fotografujcie. To wielka radość. Mnie po ponad 40 latach  fotografowanie nadal sprawia przyjemność, więc może i wam nie przejdzie. Na dole to właśnie jasne światło płynące z fotografii.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Teraz o wystawach, a właściwie jednej. Mojej. Ale o tym napisze w piątek, gdy minie deadline…Aha niebieskie straszydło na zdjęciu tytułowym to pani  Fotografia. Tak teraz wygląda.

 

 

 

 

KILKA SPRAW FOTOGRAFICZNYCH

A więc istnieje termin „ciemnia hybrydowa”. Bardzo mądry i oznacza po prostu, robienie zdjęć na filmach, skanowanie wywołanych filmów, dopracowanie w programie typu PS i potem druk czy to na papierze fotograficznym w laboratorium czy też na drukarce atramentowej wysokiej jakości w domu lub laboratorium. To istnieje już od lat 90. gdy pojawiły się skanery. Teraz nazwano to ciemnią hybrydową. Brzmi poważnie, robi się seminaria i wielkie halo wokół czegoś oczywistego. Od sześciu lat proponuję zajęcia z prawdziwej ciemni, czyli naświetlamy film, wywołujemy, robimy prawdziwe odbitki cz-b białe na papierach fotograficznych, naświetlanych pod powiększalnikiem i co….nikt się nie zgłosił. Obecnie panuje zasada byle szybko, byle wesoło i byle jak. Ciemnia hybrydowa to po prostu coś co już istniało i istnieje, ale otrzymując nową,  atrakcyjną nazwę i robi się  zapotrzebowanie i karuzela kręci się dalej….

DLIT-092-kopia DLIT-164-kopia

Cindy Sherman jednym z największych fotografów wszech czasów?  Oto fragment z Art News: „the ARTnews archives, charting how Sherman went from being a near-overnight success to one of the most important photographers of all time”.  To po prostu wydmuszka świata galerii/krytyków/banków itp by zarobić ekstra kasę. A ludzie/barany (bo tacy istnieją, bez własnego zdania, wierzą w te bzdury). Szkoda czasu na dalsze omawianie tematu, ale przeczytajcie. Przepraszam, że daję tylko teksty angielskojęzyczne, ale u nas brak w ogóle jakiejkolwiek krytyki fotograficznej. Istnieją tylko zdjęcia niezwykłe, niesamowite, i tak dalej i tak dalej

DLIT-373-kopiaDLIT-0784-kopia

Mamy dzisiaj niedzielę 19 czerwca . To tytuł z amerykańskiej strony o starych zdjęciach: „SO, NASA Got Sick of all that Conspiracy Thing and Released over 10,000 Photos from the Apollo Moon Mission” Nastąpiło to w październiku zeszłego roku. Sa wszystkie, a robione były Hasselbladami z magazynkiem zdaje się na 70 klatek i kosmonauci mieli je przyczepione do skafandrów, tak że mnóstwo jakby pustych byle jakich, ale są i rodzynki. Następne z księżyca będą już cyfrowe, więc czas fotografii klasycznej w pewnym sensie nie minął na księżycu!

DLIT-409-kopia

Teraz o wystawie,  która miała premierę w sierpniu 2011 roku. Dowiedziałem się o niej dopiero pół roku temu. Nie wszystko się wie. W internecie jest dużo zdjęć z tej wystawy (tego projektu o tytule „Miłosz. Tutejszy” autor Wojciech Prażmowski). Wszystkie zdjęcia nieostre, specyficznie nieostre poprzez rozkorygowanie obiektywu. Zdjęcia robione metoda klasyczną, na kolorowym filmie. Oto parę linków do stron, które piszą o tej wystawie Jest też rozmowa radiowa z „3”.  Jeśli temat was interesuje, to poczytajcie trochę. Mnie wydaje się, że sam pomysł jest chybiony i do tego te teksty, że Prażmowski czuje, iż Miłosz to popiera. To nieuczciwe z jego z jego strony.  To takie trochę gadanie byle gadać. Nie widziałem tych zdjęć na wystawie, tylko na ekranie, ale sam pomysł wydaje mi się chybiony, wręcz naciągany. To robiąc wystawę o Kochanowskim ostrość będzie jeszcze bardziej rozgorygowana? Dosłownie 3 lata przed tą wystawą, wydany został przez Muzę mój album Polska Chopina. To na 200 lecie urodzin. To album informacyjno-fotograficzny, ale grafik p. Michał Piekarski na rozkładówkach starał się dawać zdjęcia nastrojowe (nie lubię tego określenia), które nawet nie zawsze łączą sie z miejscami w których bywał Chopin przed emigracją. Bo oczywiście zdjęcia te nie mają nic wspólnego z muzyką Chopina. Próbują stworzyć jakiś nastrój, typowy dla fotografii. Może próba znalezienia metafizycznego odniesienia fotograficznego do muzyki Chopina (tu bez przymiotników, bo…sami wiecie, że się nie da opisać tej muzyki) Nie twierdzę, że ten album mówi więcej o Chopinie niż wystawa Wojciecha Prażmowskiego o Miłoszu. Informuje o Chopinie i miejscach gdzie bywał. Ten album to taka danina na rzecz rynku. W latach 2009-2014 sprzedano około 7000 egzemplarzy, co jest w obecnych warunkach bardzo dobrym wynikiem. Gdzieniegdzie jeszcze można spotkać wersję angielską. Ani mój album o Chopinie, ani wystawa Prażmowskiego nie ma tej siły jaką brzmi poezja Miłosza w doskonałym filmie Konwickiego „Dolina Issy”, gdy aktor na tle zmierzchowego Nowego Jorku recytuje wiersz Miłosza ” W mojej ojczyźnie” To znakomity wiersz. Czytając, ciarki czuję i mrowienie w oczach. Konwicki znalazł doskonałą formę. To jest po prostu….nieskończoność. Słowa Mariusza Szczygła: „Jeśli wiersz nie działa na system nerwowy czytelnika, jest wierszem jałowym”.

DLIT-0791-kopia

W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
Jest takie leśne jezioro ogromne,
Chmury szerokie, rozdarte, cudowne
Pamiętam, kiedy wzrok za siebie rzucę. I płytkich wód szept w jakimś mroku ciemnym,
I dno, na którym są trawy cierniste,
Mew czarnych krzyk, zachodów zimnych czerwień,
Cyranek świsty w górze porywiste.Śpi w niebie moim to jezioro cierni.
Pochylam się i widzę tam na dnie
Blask mego życia. I to, co straszy mnie,
Jest tam, nim śmierć mój kształt na wieki spełni

DLIT-464-kopia

W Youtubowej wersji Doliny Issy Konwickiego na początku, w 2 min 05 sek aktor recytuje ten wiersz.

DLIT-0858-kopia

Zdjęcia pochodzą z Litwy i nie mają nic wspólnego z Miłoszem. To moje impresje. Dobrze mi się tam fotografuje i to najważniejsze.

DLIT-0810-kopia

I to by było na tyle. Następnym razem o konkursach. Jestem na tropie afery!!!! Prawdopodobnie

BUSZUJĄCY W ZBOŻU A FOTOGRAFIA

Pomyślicie, co ma wspólnego „Buszujący w zbożu” J.D. Salingera z fotografią. Ciekawe, kto z was czytał te książkę, bo jeśli nie, to tym bardziej tytuł może wydawać się zagadkowy. Już raczej z filmem. „Buszujący…” to gotowy scenariusz. Salinger do końca życia nie zgadzał się na adaptacje filmowe swoich utworów, po tym jak jedno z jego wczesnych opowiadań przerobiono na łzawy hollywoodzki melodramat. W jednym zdaniu. „Buszujący…” to kilka dni z życia 16 letniego młodego chłopaka z Nowego Jorku, który ucieka ze szkoły. Holden (to główny bohater. „Świat dorosłych przedstawiony jest jako udawany, sztuczny i pełen pozorów (ang. phoney), dzieciństwo zaś jest idyllicznym czasem, w którym panują zasady naturalności i autentyzmu (reprezentowane przez Phoebe). Książka jest apoteozą dzieciństwa, co w sposób szczególny podkreślone jest przez metaforę buszującego w zbożu, czyli osoby, która łapie dzieci na moment przed ich upadkiem z klifu (metafora dorosłości)
Wyizolowanie jednostki ze społeczeństwa (Holden chce uciec i udawać głuchoniemego)
Upadek amerykańskiego społeczeństwa, krytyka kultury masowej (Holden np. często podkreśla, że nie lubi filmów, a swego pracującego w Hollywood brata nazywa prostytutką)” To ze Wikipedii. Nie chce mi się wymądrzać, jeśli ktoś juz to całkiem dobrze przedstawił. I to wystarczy.

BW16-086-kopia

Gdy „Buszującego…” przeczytałem pierwszy raz w 1967 roku (drugie wydanie polskie – pierwsze 1961, w Stanach „B” wyszedł w 1951), byłem jak każdy młody człowiek zafascynowany bohaterem. (Przed chwilą zabiłem muchę na Macu-packą na klawiaturze- na szczęście nie przykleiła się). Jego bezkompromisowością, pokazywaniem obłudy i fałszu, itp, itd ludzi. Teraz po przeczytaniu tego samego egzemplarza drugi raz w życiu, Holden podoba mi się nadal, ale nie wiem czy w wieku 64 lat takie frontalne, całkowite atakowanie zastanego porządku ma sens. Bo tak naprawdę, nawet w „B..” Holden zawsze próbuje znaleźć coś pozytywnego w ludziach, których początkowo tak atakuje, wyśmiewa. (zresztą głównie w myślach). Doświadczenie uczy nas, że każdy człowiek, każde działanie, każda rzecz nie jest jednoznacznie negatywna czy pozytywna. Oczywiście często tej pozytywnej materii jest bardzo mało, czasami dosłownie szczątkowo. I tu dochodzimy do fotografii.

BW16-073-kopia

Czy ja chcę być takim Holdenem,  próbującym jakoś ogarnąć ten galimatias związany z fotografią od czasu nastania cyfry? I to nie tylko ogarnąć, ale tez próbować sobie to wytłumaczyć, jasno stanąć po określonej stronie, wymknąć się ze „szponów” postmodernizmu, gdzie wszystko jest dozwolone, czyli brak wszelkich odniesień i wartości.

BW16-074-kopia

Przecież obecnie w żadnej dziedzinie sztuki nie istnieje tzw krytyka. Sa omówienia. Nikt nie powie prosto z mostu: to jest niedobre, to jest nieprawdziwe, to jest słabe, mimo że czytane/oglądane itp przez wszystkich. Poprawność polityczno-towarzyska króluje. Więc po co mam się wychylać przed szereg. Ten blog też jest miernie czytany, prawie żadnego odzewu. Z drugiej strony nie trąbię dookoła: „Piszę blog, piszę blog!!! To co ogłaszam na FB i prześlę do około 130 osób z listy mailingowej to wszystko co robie dla marketingu.

BW16-075-kopia

Ale na pewno nie chciałbym prowadzić letniego blogu takiego informacyjno-stwierdzającego, że zjadłem śniadanie. Więc pewnie jednak będę takim Holdenem, ale z większym bagażem doświadczeń i nie tak ostrym.

BW16-077-kopia

Ponadto polecam bardzo dobrą biografię „Salinger”. Napisać biografię pisarza, który zdaje się w 4 lata po wydaniu „Buszującego..”, w zenicie sławy zrywa dosłownie więzi ze światem, nie udziela wywiadów, nie daje się fotografować i zaszywa w miejscowości Cornich w stanie Vermont – to nie lada sztuka. Uważam, że autorom  udało się. Powstała taka mozaika z tysiąca wypowiedzi, wspomnień.

BW16-078-kopia

Zdjęcia do tego, właściwie niefotograficznego wpisu, pochodzą z dwóch filmów cz-b, które ostatnio wywołałem. Szeroki nie wyszedł najlepiej, dlatego tylko jedno

RETUSZ A PHOTOSHOP

Właściwie to tylko dagerotypy nie były retuszowane.  Były to zdjęcia w jednym egzemplarzu i według mojej wiedzy nie retuszowano płyt miedzianych. Ale gdy tylko pojawiły się płyty szklane, a potem filmy na podłożu celuloidowym zaczęło się retuszowanie. Już Fenton kronikarz fotograficzny Wojny Krymskiej w sławnym zdjęciu Valley Of The Shadow Of Death zrobił rodzaj retuszu, czyli po prostu przeniósł kilka rosyjskich kul armatnich na drogę. Było to niebezpieczne!! To też rodzaj manipulacji, ale w swoim albumie zamieścił te dwa zdjęcia. Miały ukazać jak silny był ten obstrzał. Cały czas te dwa zdjęcia są omawiane i pewnie nigdy do końca nie poznamy prawdy.

Valley_of_the_Shadow_of_Death

Roger_Fenton_-_Shadow_of_the_Valley_of_Death

To te dwa zdjęcia Fentona

No i tak już poszło, retusz służył na ogół do upiększenia zdjęcia, czy to reporterskiego (tak, tak, rzadko ale tak, np z wojny secesyjnej ) czy to typowo „artystyczne”, ale też takie codzienne jak np modne w XIX wieku zdjęcia pośmiertne.

Ulysses_S._Grant_at_City_Point

Zdjęcie generała Granta. Zrobione z 3 zdjęć !!!

_89902140_02962212-9915-4fca-a996-3755fdf26e11

Nieboszczce po lewej domalowano na odbitce otwarte oczy

Polityczny retusz to domena systemów totalitarnych, szczególnie w ZSRR. Znane zdjęcie Stalina z Mikołajem Jeżowem i bez, gdy go zgładzono. Tu i tak zrobione jest to „ładnie”. Byłem na wystawie „Od piktorializmu do dokumentu czasów II Wojny Światowej : Sztuka i propaganda” Zdjęcia rosyjskich fotografów (tych najlepszych) od 1920 do II W.Ś. Byłem dwa razy. sam i z moimi uczniami ze szkoły społecznej na Bachmackiej. Były tam zdjęcia na których niektóre głowy, przede wszystkim wyższych oficerów Armii Czerwonej były po prostu zamalowane na negatywie (wtedy były duże negatywy). Takich oczywiście nie pokazywano w prasie, ale w archiwach gazet, pewnie NKWD i innych archiwach negatywy były bez tych zamalowanych twarzy. Na wystawie były oczywiście pozytywy i wyglądało to makabrycznie. Białe puste plamy zamiast głów. Ci ludzie zostali zgładzeni w życiu i na zdjęciach. Młodzież nie mogła zrozumieć, gdy tłumaczyłem im to. Po co, na co i do tego tak brutalnie. Niestety w internecie nie znalazłem tych zdjęć. Był to retusz polityczny „siłowy”  wykonany przez funkcjonariuszy lub archiwistów tak, by już nigdy ci ludzie nie istnieli. Bo twarz to człowiek, a bez twarzy człowiek nie istnieje.

Voroshilov,_Molotov,_Stalin,_with_Nikolai_Yezhov

The_Commissar_Vanishes_2

Był Jeżow i nie ma Jeżowa

I teraz do czasów cyfrowych. Oczywiście w tym roku cały ten zgiełk retuszu cyfrowego przy pomocy Photoshopa zaistniał głównie za sprawą zdjęć Mc Curry. Ale już w zeszłym roku jury WPP odrzuciło 20% zgłoszonych zdjęć. Jeszcze jedna rzecz. Od drugiej połowy XX wieku gdy w fotografii prasowej królował mały obrazek, można było kontrolować. (Używam słowa kontrolować, a nie retuszować) naświetlenie, przyciemnienie, rozjaśnienie pewnych partii zdjęć w ciemni, pracując pod powiększalnikiem, czy to rękoma, czy tzw. szablonami. Autor tym sposobem kontrolował światło. Uwypuklał jedne partie obrazu, lub przyciemniał inne, by uzyskać taki lub inny efekt. Nie zmieniał negatywu. Było to przyjęte. Zobaczcie jak to robiono. Oczywiście nie można było tego robić zbyt nachalnie. To była ciężka praca, by uzyskać zamierzony efekt, który byłby w miarę naturalny w odbiorze przez widzów i jurorów. Powtarzam nie ruszano negatywów. Chociaż w sławnym zdjęciu „Afgańskiej dziewczyny” jej twarz była leciutko retuszowana. Był już wtedy taki program podobny do PS, okazuje się. Przeczytajcie cały artykuł. Na końcu jest o Afgańskiej dziewczynie. Ale czy to coś zmienia. Zdjęcie i tak jest doskonałe.

01_141404

Chwila po zabiciu Roberta Kennedyiego. Rozjaśniono pod powiększalnikiem twarz chłopca hotelowego, by pokazać przerażenie na jego twarzy.

Według mnie obecnie fotoreporterzy powinni zaznaczać jakie zmiany były robione w PS i na żądanie dostarczać RAWy. Wtedy wszystko jest proste. Fotoreporterzy od razu informują o swoich zmianach i czy te zmiany są zgodne z granicami dopuszczalnych zmian. Bo takie prawa juz istnieją i pewnie będą dopracowane. Bo obecnie te zmiany są robione już bezpośrednio na cyfrowym negatywie, czyli robi się to, co nie robiono na małoobrazkowych negatywach. Ja osobiście, co juz wielokrotnie pisałem, jestem za minimalnymi zmianami w PS, Nawet w fotografii krajobrazu, którym się teraz zajmuję. Pewnie czeka nas jeszcze dużo potyczek w tej dziedzinie, bo i programy fotograficzne robią się coraz bardziej doskonałe. Czekają nas  w tej dziedzinie ciekawe czasy. Człowiek nie jest doskonały. I próby manipulacji będą na pewno podejmowane.